Patron honorowy

Żołnierz kontrwywiadowca
28 stycznia 2017

      Piotr Pyzel, syn Józefa i Marianny (z domu Lichocka), urodzony 11 lutego 1896 roku. Włościanin z Parafii powsińskiej, zasłużony kawalerzysta, odznaczony krzyżem srebrnym i brązowym. Żołnierz pełniący służbę wojskową w kontrwywiadzie w latach 1919 – 1921.Piotr Pyzel

 

      Piotr Pyzel pochodził

z rodziny wielodzietnej,

miał ośmioro rodzeństwa.

Urodził się 

na Zamościu 

i mieszkał tutaj 

do końca swoich dni. W 1923 roku poślubił Franciszkę Szewczyk – pannę

z Jeziorny Królewskiej.

Miał trzy córki: Genowefę, Janinę

i Zofię oraz dwie wnuczki i trzech wnuków.

 

           

                 Fot. Piotr Pyzel z Zamościa koło Powsina,

                             lata dwudzieste XX wieku

                         (zbiory Pani Elżbiety Węcławiak)

 

Zmarł 29 października 1980 roku i został pochowany na cmentarzu parafialnym w Powsinie w grobie rodzinnym Pyzlów.

 

    

      Był to człowiek skromny i uczciwy, o swoim losie w latach wojennych pozostawił jedynie krótki przekaz ustny. Istnieją materiały potwierdzające moje opowiadanie o dziadku Piotrze Pyzlu, zapamiętane z jego wspomnień. A wspominał on często żołnierską niedolę.

W mojej pamięci zachowały się następujące słowa byłego żołnierza kontrwywiadowcy: ,,będąc na froncie przeżywałem dni grozy, to co widziałem nie da się opowiedzieć, strach zaglądał w oczy”. Często wspominał także dowódcę swego Dywizjonu – Piaseckiego – oraz innych współtowarzyszy w walce o wolność Polski.

      Przemierzał bezdroża pod osłoną nocy, aby dostarczyć rozkazy

w wyznaczone miejsca. Często był zmuszony szukać drogi po omacku, by móc dotrzeć do celu i spełnić swój żołnierski obowiązek.

Piotr Pyzel opowiadał również, że gdy wyruszał w drogę, zanim dosiadł konia, zawsze znaczył znak krzyża na ziemi przed koniem, żegnał się, a medalik z wizerunkiem Matki Bożej Niepokalanej miał zawsze przy swoim sercu w trakcie wypraw, co dodawało mu sił

i otuchy w trudnych chwilach.

     

      Piotr Pyzel przebył długi szlak, dotarł do Połocka, stacjonował nad rzeką Dźwiną i w tej rzece poił swego konia. Miał zamiłowanie

do koni, potrafił się z nimi obchodzić znał się na nich, potrafił również określić ich wiek.

 

      W mojej pamięci zachował się obraz dziadka, którego odwiedzali szwagrowie: Tomasz i Michał. Ten ostatni odbywał służbę wojskową w Marynarce Wojennej.

W trakcie tych spotkań nie było innego tematu jak wspomnienia

z okresu wojny. Często śpiewali piosenki żołnierskie, między innymi

,,Wojenko, wojenko …’’; ,,Przybyli ułani pod okienko …’’ i wiele innych.

 

      Według słów najbliższych był dobrym dziadkiem i oddanym żołnierzem walczącym za losy swojej Ojczyzny.

 

 

                                                                     Elżbieta Węcławiak

                                                                   (z domu Nowosielska)

POWRÓT