www.cawio.pl

Akcja „Wilanów”
cz. II
10 marca 2018

 

      Na jesieni ubiegłego roku został zapoczątkowany cykl dedykowany akcji „Wilanów”, największej akcji zbrojnej polskiego podziemia na terenach związanych z Warszawą w całym 1943 r.

Akcja „Wilanów” była skierowana w niemieckich osadników, którzy przyczynili się do aresztowania i wysłania do obozów swoich polskich sąsiadów i żołnierzy podziemia. Ręka sprawiedliwości Polski Walczącej dosięgła również polskich renegatów, którzy razem z volksdeutschami represjonowali mieszkańców tych ziem.

      Dzisiaj kontynuacja opowiadania o „bitwie wilanowskiej”, a w zasadzie na razie o okolicznościach, które do niej doprowadziły.

 

      Jest rok 1940 r. Tereny Polski znajdują się pod okupacją niemiecką. Wzmaga się terror. Na obywateli nakładane są kolejne obciążania materialne na rzecz armii niemieckiej.

Fot. 1. Niemiecka kawaleria Waffen-SS w czasie ataku na Polskę w 1939 r.;

autor: nieznany; zdjęcie ze zbiorów Archiwum Federalnego Niemiec

(Bundesarchiv) opublikowane na stronie Wikimedia

Commons: https://commons.wikimedia.org

 

      Właśnie na początku 1940 r. Niemcy przygotowują się do inwazji na Francję. Potrzebują dużej liczby koni na potrzeby swojej armii, które rekwirują rolnikom w ramach tak zwanych mobilizacji.

      W wyznaczonym czasie i miejscu okoliczni gospodarze są zobowiązani przyprowadzić swojej konie, a Niemcy wybierają najlepsze sztuki.

 

      Czym dla rolnika wtedy jest koń ? Koń w owym czasie dla polskiego chłopa jest wszystkim co najcenniejsze. Jego posiadania jest podstawą egzystencji. Koń służy do pracy na roli, transportu i przemieszczania się po okolicy.

 

      Wtedy na polskiej wsi dominują konie. W 1938 r. na 100 hektarów gruntów ornych w II Rzeczypolitej przypadało statystycznie 20,7 koni w gospodarstwach chłopskich.

      Porównując z sąsiednimi państwami to w Czechosłowacji na 100 hektarów przypadało 8,4 sztuki, a w Niemczech 11,8 sztuk.

      W 1939 r. w Polsce było 4169 traktorów.

      Natomiast dwa lata wcześniej (w 1937 r.) liczba koni w naszym kraju wynosiła 3 889 263.

 

      W Niemczech dla führera wyruszyło na wojnę 2 miliony 750 tysięcy koni – dwukrotnie więcej niż podczas I Wojny Światowej.

      Po stronie Rzeszy Niemieckiej dziennie traciło życie średnio 865 koni.  

      Tylko pod Stalingradem zginęło około 52 tysiące koni.

Fot. 2. Dwaj żołnierze niemieccy prowadzą drogą konie

data fot.: 1939-1945 r.; autor fot.: nieznany; sygn. 2-4152; 

zespół: Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa;

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe,

strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Gdy wiosną 1944 roku do otoczonej przez Armię Radziecką na Półwyspie Krymskim niemieckiej 17. Armii dotarł „rozkaz-ocalenie” o wycofaniu się, był on jednocześnie wyrokiem śmierci dla koni – Niemcy nie mogli ich odtransportować, a pozostawienie Sowietom nie wchodziło w rachubę. Na rozkaz hitlerowskiego dowództwa kilkadziesiąt tysięcy koni podprowadzano szeregami na brzeg stromego urwiska, rozstrzeliwano i zrzucano w przepaść.

 

      Okupant szukał źródeł gdzie można było szybko zasilić swoją armię w zdatne do działań wojennych konie. – Znalazł je w podbitej Polsce.

 

      Niemiecka skrupulatność przejawiała się również w trakcie rekwizycji polskich koni. – Nic nie uszło uwadze Niemców.

      Oto przykład z obwieszczenia z 29 maja 1940 r. niejakiego oberführera SA Leista, pełnomocnika Szefa Okręgu na miasto Warszawę.

Fot. 3. Niemieckiego obwieszczenie z dnia 29 maja 1940 r.

o przeglądzie i poborze koni w Warszawie przy ul. Grochowskiej 270

w dniach 3-8 czerwca 1940 r.

źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa,

strona: https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/

 

      Czytamy w nim, że w okresie od 3 do 8 czerwca 1940 r. na targowisku końskim przy ul. Grochowskiej 270 w Warszawie, obok Akademii Weterynarii, będzie miał miejsce przegląd i pobór koni.

      Każdy właściciel lub utrzymujący konie na terenie miasta Warszawy, uszeregowany alfabetycznie według nazwiska w podziale na konkretny dzień zgłoszenia, miał się w oznaczonym terminie stawić ze wszystkimi swoimi końmi, z wyjątkiem źrebiąt.

Fot. 4. Fragment niemieckiego obwieszczenia z dnia 29 maja 1940 r.

o przeglądzie i poborze koni w Warszawie przy ul. Grochowskiej 270

w dniach 3-8 czerwca 1940 r.

źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa,

strona: https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/

 

      Konie należało przyprowadzić z uzdą lub „naszelnikiem” na lince.

      „Naszelnik” - część końskiej uprzęży; pas lub łańcuch łączący szyję konia z końcem dyszla.

      Paszporty końskie lub inne zaświadczenia dotyczące tytułu własności należało przynieść ze sobą. Wszystkie konie, które nie zostałyby przyprowadzone na przegląd, miały być przy odnalezieniu ich przez Niemców skonfiskowane bez odszkodowania, a ich właściciele mieli być oprócz tego karani.

      Objęty karę miał być także każdy, kto ukryłby swoje lub cudze konie, albo w inny sposób miałby uchylać się od końskiego przeglądu, ewentualnie przyczyniłby się do takiego uchylania się.

      Konie, których nie można było przyprowadzić z powodu ciężkiej choroby lub okulawienia, należało zgłosić do komisji poborowej.

Fot. 5. Przegląd koni polskich rolników w Generalnej Guberni

- niemiecki żołnierz dokonuje przeglądu koni

data fot.: grudzień 1939 r.; autor fot.: nieznany; sygn. 2-6977; 

zespół: Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa;

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe,

strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Niektórzy rolnicy nie podporządkowali się temu nakazowi i nie doprowadzili koni na mobilizację, która w 1940 r. była wyznaczona w Wilanowie.

      Dodatkowo, za pomocą wykonanego przez kowala stempla, potajemnie oznaczyli zwierzęta wypalając im na biodrze specjalny znak w kształcie litery „H”. Był on wzorowany na znaku, jaki Niemcy wypalali na skórze koni niepodlegających rekwizycji, które uznane zostały za niezdolne do służby lub były wycofane wcześniej z wojska.

 

      Jednak Niemcy dowiedzieli się o całej sprawie – według powszechnie panującej wówczas opinii na skutek donosu.

      Zaangażowani w sprawę rolnicy zostali aresztowani wiosną 1940 r. Byli to: Stanisław Bogdan, Józef Bogdan, Władysław Karaś, Jan Karaś i Władysław Latoszek – z Kabat, oraz Szczepan Kłos z Powsina i Józef Michalczyk z Bielawy.

 

      W aresztowaniu aktywnie pomagali znający okolicę volksdeustche (folksdojcze) rekrutujący się spośród niektórych niemieckich kolonistów mieszkających na Kępie Latoszkowej – szczególnie: Fryderyk Borau, nazywany w okolicy Fryc Boruch, oraz Peter Jobs. To później między innymi oni staną się celem żołnierzy Armii Krajowej podczas akcji „Wilanów”.

Fot. 6. Józef Bogdan w czasie pobytu w obozie KL Auschwitz

w Oświęcimiu (KL - od niemieckiego słowa „konzentrationslager”

- obóz koncentracyjny); źródło: artykuł Jacka Latoszka pt. „Więźniowie obozu

Auschwitz z naszej parafii”, gazeta parafii św. Elżbiety w Powsinie

pn. „Wiadomości Powsińskie”, wydanie: czerwiec 2013 r.;

strona: https://parafia-powsin.pl/

 

      Jeden z aresztowanych, Józef Bogdan tak opowiadał o przesłuchaniu przez volksdeutschy na Kępie Latoszkowej: „Na podwórku u Jobsa, Niemcy tak nas bili, że trzy razy traciłem przytomność i cucili mnie kubłem zimnej wody. Gdy już przestali bić, zaprowadzili mnie i Karasia do pobliskiego zagajnika. Głośno wrzeszcząc kazali nam uklęknąć i odmawiać pacierz. W pewnej chwili usłyszałem strzał, ale bałem się spojrzeć w bok. Zaraz potem huknął drugi strzał i teraz byłem pewien, że kolejny będzie już na pewno we mnie. Gdy byłem przygotowany na śmierć stało się inaczej. Okazało się, że chcieli nas przestraszyć i po chwili kazali wstać i zaprowadzili do pobliskiej piwnicy, gdzie nas zamknęli”.

 

      Jego ojciec Stanisław Bogdan, ówczesny sołtys z Kabat, był publicznie bity na kolejnej mobilizacji koni w Iwicznej.

Fot. 7. Stanisław Bogdan w czasie pobytu w obozie KL Auschwitz

w Oświęcimiu; źródło: artykuł Jacka Latoszka pt. „Więźniowie obozu

Auschwitz z naszej parafii”, gazeta parafii św. Elżbiety w Powsinie

pn. „Wiadomości Powsińskie”, wydanie: czerwiec 2013 r.;

strona: https://parafia-powsin.pl/

 

      Aresztowani rolnicy zostali osadzeni początkowo w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

      Po trzech tygodniach, dnia 13 czerwca 1940 r., zostali przewiezieni do więzienia na Pawiaku przy ul. Dzielnej 2.

      Potem na mocy wyroku sądu SS zostali umieszczeni „w celu wychowania” w obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie zarejestrowano ich jako więźniów politycznych. Na obozowych ubraniach (drelichowych pasiakach) mieli czerwone trójkąty z literą „P”.

 

      W latach 1940-1941 z grupy więźniów, aresztowanych za nielegalne znakowanie koni, w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz w Oświęcimiu zginęli: Jan Karaś (lat 34), Władysław Latoszek (lat 34), Stanisław Bogdan (lat 54), Józef Michalczyk (lat 40) i Szczepan Kłos (lat 30). Wiadomo, że  w tym samym obozie zginął również Władysław Urbaniak (lat 21), rodak z Urzecza.

Fot. 8. Władysław Karaś w czasie pobytu w obozie KL Auschwitz

w Oświęcimiu; źródło: artykuł Jacka Latoszka pt. „Więźniowie obozu

Auschwitz z naszej parafii”, gazeta parafii św. Elżbiety w Powsinie

pn. „Wiadomości Powsińskie”, wydanie: czerwiec 2013 r.;

strona: https://parafia-powsin.pl/

 

      Śmierć jednego z nich tak opisywał Władysław Karaś z Kabat: „Pracowaliśmy w obozie, nosiliśmy kamienie. Władysław Latoszek był bardzo osłabiony, wtedy jeden z Niemców pobił go tak dotkliwie, że tego samego dnia zmarł. Został on także pogryziony przez psy. Następnego dnia zaniosłem go do krematorium, gdzie jego zwłoki zostały spalone”.

Fot. 9. Więźniowie Auschwitz-Birkenau przy bramie wjazdowej do obozu, 

razem z lekarzem wojskowym, po jego wyzwoleniu 27 stycznia 1945 r.

przez Armię Czerwoną;

autor: Laski Diffusion; źródło: Internet, portal wyborcza.pl

 

      Z ośmiu wywiezionych przeżyło tylko dwóch. Józef Bogdan trafił z czasem do komando rolniczego, gdzie kapo był wyrozumiały i można było zorganizować coś do jedzenia – został zwolniony jesienią 1941 r.

 

      Natomiast Władysław Karaś pracował w krematorium. Spotkał znajomego sprzed wojny, który był zatrudniony w kuchni i pomagał mu wynosząc jedzenie – wrócił do Kabat w 1942 r.

Jego brat – Jan Karaś – nie doczekał zwolnienia.

 

      Józef Bogdan po ślubie mieszkał w Powsinku.

      Władysław Karaś również ożenił się i mieszkał nadal na Kabatach.

 

      Ciąg dalszy nastąpi … .

 

      Podziękowania dla Pani Danuty Bekalarek z Powsinka, regionalistki i genealoga, za konsultacje i pomoc przy zbieranie materiałów do publikacji.

 

 

                                                                         Grzegorz Kłos

 

 

Materiały źródłowe:

1) Jacek Latoszek, „Więźniowie obozu Auschwitz z naszej parafii”, „Wiadomości Powsińskie”, czerwiec 2013,

2) Sylwia Straszak-Chandoha, praca doktorska pt. „Ekonomiczne i społeczno-polityczne czynniki zmian w rolnictwie na Dolnym Śląsku w latach 1945 – 1956”, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu – Wydział Nauk Ekonomicznych”, Wrocław 2015,

3) Janusz Przekałkiewicz, „Wojna kawalerii 1939 - 1945”, 2003, źródło: Internet, strona http://www.ulani.boleslawiec.pl/,

4) Obwieszczenie z 29 maja 1940 r. SA-oberführera Leista, pełnomocnika Szefa Okręgu na miasto Warszawę, o przeglądzie i poborze koni; źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, strona http://mbc.cyfrowemazowsze.pl,

5) Słownik Języka Polskiego PWN, Internet, strona: https://sjp.pwn.pl.

 

 

 

 

POWRÓT