Patron honorowy

Kronika nauczyciela Dominika Wośki - cz. I
15 kwietnia 2019

 

Rok 1911 (red.) ...

 

      Obliczyliśmy ile trzeba kupić materiału na bieliznę osobistą, pościelową. Zakupiliśmy wszystko w sklepie i oddali krawcowej do uszycia.

      Szewc zrobił mi nowe eleganckie giemzowe półbuty (zamszowe – od „giemza” z niem. „gämse”, inaczej zamsz – red.).

      Po tygodniu miałem już wszystko gotowe za wyjątkiem szczoteczki do zębów, której w Urzędowie nigdzie nie można było kupić.

Fot. 1. Dominik Wośko w 1914 r.; 

źródło: artykuł Zdzisława Wośki pt. „Dominik Wośko i jego rodzina”; 

„Głos Ziemi Urzędowskiej”, 2009;  Internet, strona: http://gokurzedow.pl

 

      Dowiedzieliśmy się od kierownika, o której godzinie będzie pociąg z Nałęczowa (dziś Sadurki) do Warszawy. Z niecierpliwością czekaliśmy na chwilę wyjazdu. Wszystkie rzeczy spakowaliśmy w jeden pakunek i owinęli w białe prześcieradło. Żadnych waliz ani koszy nie mieliśmy.

 

Jedziemy do Warszawy

 

      W drugiej połowie sierpnia po południu ojciec mnie i stryja Józefa odwiózł do stacji kolejowej w Nałęczowie (dziś Sandurki) kolei Nadwiślańskiej.

      Po wykupieniu 2 biletów za 2 rb 18 k (2 ruble 18 kopiejek – red.) punktualnie o godzinie 2 po północy wsiadamy z tobołem do wagonu III klasy.

      W wagonie łatwo znaleźliśmy miejsce siedzące. Pierwszy raz w życiu oglądam stację, tory i urządzenie wagonu. Połowę pasażerów stanowią żydzi, jadący do Warszawy w celach handlowych.

      Za Dęblinem (ros. nazwa Iwangorad) zjawia się konduktor celem sprawdzenia biletów i skontrolowania czy ktoś nie jedzie „na gapę” (bez biletu).

 

      W Warszawie wysiadamy na dworcu (wokzał) o godzinie 7 rano. Dorożką przez Nalewki, Marszałkowską dojechaliśmy do dworca Grójeckiego wąskotorowej kolejki.

      Wysiedliśmy na stacji Służewiec, skąd pieszo 1 1/2 wiorst drogi bocznej z bagażem przebyliśmy w ciągu 1/2 godziny czasu do Ursynowa.

Fot. 2. Stacja kolejki grójeckiej w Warszawie - prowizoryczna 

stacja przeniesiona z Placu Unii Lubelskiej na ul. Puławską przy ul. Odyńca; 

data fot.: lipiec 1935 r.; sygn.: 1-G-3761-1; autor: brak danych; 

zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, strona: https://audiovis.nac.gov.pl; 

stacja kolejki grójeckiej w latach 1898-1935 znajdowała się

na Placu Unii Lubelskiej (po południowo-zachodniej stronie placu);

w 1938 r. kolejkę grójecką przeniesiono na Dworzec Południowy 

 

      Teraz wynikł problem, gdzie i u kogo się będzie można zatrzymać, złożyć bagaż i kilka nocy przenocować.

      W samym Ursynowie tego zrobić nie można.

      Udaliśmy się do wsi Wolica, gdzie odpowiedniego miejsca nie znaleźliśmy. Gospodyni, z którą pertraktowaliśmy o noclegu doradziła nam, że taką sprawę najlepiej będzie można w Służewie; tam najczęściej kandydaci się zatrzymują.

      Posłuchaliśmy rady i razem z 2 chłopcami (kandydatami) zatrzymaliśmy się na plebani.

Fot. 3. Kościół św. Katarzyny na Służewiu pod Warszawą; data fot.: 1900-1901

zdjęciu pochodzi z albumu warszawskiego opublikowanego w 1901 r.; 

źródło: Internet, portal „Fotopolska.eu”, strona: warszawa.fotopolska.eu;

obecnie kościół znajduje się przy ul. Fosa 17 u zbiegu ul. Dolina Służewiecka 

i Alei Wilanowskiej na terenie warszawskiej dzielnicy Ursynów

 

      Ks. proboszcz Mścichowski zaproponował nam, aby bagaż złożyć do śpichrza, a z nocowaniem nie będzie kłopotu, gdyż corocznie kandydaci śpią w szopie na sianie. Zgodziliśmy się na tą propozycję.

 

      Niebawem zjawiło się jeszcze kilku ojców z synami, którzy (i ja również) będą jutro od samego rana zdawać egzamin do Seminarium. Zdziwiłem się, że żaden kandydat ani ojciec przyszli bez bagaży.

      W rozmowie wyjaśnili nam, że przez 3 dni będzie egzamin, a potem ogłoszą kto zdał i został przyjęty. Od egzaminu do rozpoczęcia nauki będzie jeszcze kilkanaście dni.

Nie było sensu teraz brać ze sobą bagaż, a potem wracać z nim do domu w razie nieprzyjęcia chłopca do szkoły.

      Na szczęście, że taka sytuacja w moim przypadku nie zaistniała.

Fot. 4. Seminarium Nauczycielskie w Ursynowie (Pałac Krasińskich)

- gmach szkolny od strony wjazdu; zdjęcie sprzed II Wojny Światowej;

źródło: Internet, portal „Wczoraj i Dziś”, strona - wczorajidzis.blogspot.com

 

      Egzamin właściwy poprzedziły badania lekarskie i kontrola słuchu muzycznego. W jednej Sali przyjmował i badał lekarz, a obok w drugiej nauczyciel śpiewu.

       Po południu był egzamin piśmienny z arytmetyki. Następnego dnia rano piśmienny z języka polskiego, a po południu ustny z arytmetyki.

      Trzeciego dnia prefekt Mścichowski egzaminował z religii.     

       Czwartego dnia była sesja pedagogiczna, a po niej ogłoszenie wyników przez wywieszenie listy uczniów przyjętych.

 

      Przed sesją przeprowadzono rozmowy z kandydatem i ojcem. Na to spotkanie byłem wezwany.

      Rozmowę przeprowadził Dyrektor Borowski i wychowawca Kasiński. Prócz pytań o stosunki domowe, rodzinne zapytał mnie dyrektor kto to jest Hempel, który tak dodatnio się o mnie wyrażał w swoim zaświadczeniu.

 

      Z wielką niecierpliwością czekałem na ogłoszenie listy przyjętych uczniów. Ulżyło mi na sercu, że na liście przyjętych jest D. Wośko. Podziękowaliśmy ks. prefektowi za gościnę i prosili o zaopiekowanie się naszym bagażem.

 

      Piątego dnia zdobyliśmy adres czapnika, który był upoważniony do tego zajęcia. Dopiero następnego dnia po odbiorze czapki wróciliśmy do Sandurek, gdzie ojciec przez kilkanaście godzin czekał na nas.

 

      Wróciłem do domu uszczęśliwiony. Ze zdwojoną energią pracowałem w polu na równi z dorosłymi, aby nadrobić stracony czas na egzamin.

      Stryjek Józek na tym nie stracił. Ojciec dał mu na wszystkie wydatki, z których się skrupulatnie wyliczył. Praca na polu też nie ucierpiała, bo za niego pracował przez te dni ojciec (…).

 

Seminarium 1911-1915

 

      Czas od egzaminów do rozpoczęcia nauki w nowej szkole szybko upłynął przy kończeniu żniw. Przy żniwach pracowaliśmy w powiększonym gronie pracowników.

Fot. 5. Żniwa - ładowanie na wóz snopków skoszonego zboża

data fot.: 1932 r.; sygn.: 131-7030; autor: Henryk Poddębski; 

zespół: Archiwum Fotograficzne Henryka Poddębskiego; 

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Prócz rodziców pracowałem jeszcze ja (17 lat), Frozyna (14 lat), Antoś (11 lat) i Stefan (9 lat) we dwóch paśli bydło. Z uczuciem ulgi opuszczałem dom rodzinny. Wiedziałem bowiem, że pozostali członkowie rodzeństwa będą pomagać ojcu nie gorzej ode mnie.

 

      Do Warszawy miałem jechać sam. Przygotowałem sobie wcześniej bagaż: palto zimowe, ręczniki i przybory toaletowe.

      Ojciec odwiózł mnie do Sadurek w towarzystwie Antosia, aby mu było przyjemniej w podróży.

 

      Na dworzec kolejowy przyjechałem na godzinę 7-mą.

      Wsiadłem do dorożki i ruszyliśmy w stronę dworca Grójeckiego wąskotorowej kolejki podmiejskiej.

      Po drodze obserwowałem ruch na ulicach we wczesnych godzinach porannych.

 

      Dorożkarz, który miał metalową tabliczkę na plecach Nr. 96 trochę poniżej kołnierza, siedział na wąskim koźle i monotonnie popędzał swoją dorożkarską szkapę.

      W pewnym momencie odwrócił się do mnie i prosił o zapłacenie 50 kopiejek za kurs, motywując, że na dworcu nie może się zatrzymać, aby otrzymać należność za przejazd. Odliczyłem pieniądze i natychmiast mu zapłaciłem.

Fot. 6. Dorożka na jednej z ulic Warszawy - widoczny śpiący na koźle dorożkarz

data fot.: styczeń 1926 r.; sygn.: 1-G-4061-2; autor: brak danych; 

zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji; 

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Odjechaliśmy kilkadziesiąt kroków – powiedział mi, że koniowi odpada podkowa od przedniej nogi. Skręcił na lewo i zatrzymał się w jakiejś małej bocznej ulicy przy pompie, z której okoliczni mieszkańcy czerpali wodę i powiedział, że teraz ja zsiądę z dorożki, bo on musi podjechać do kuźni kowala celem umocowania podkowy.

 

      Ja na razie nie odpowiedziałem. On jeszcze raz to samo powtórzył, na co mu odpowiedziałem, że za kurs już mu zapłaciłem, nowej dorożki nie wezmę, a pieszo będzie mi trudno dostać się do dworca, a czasu mam mało.

      Odrzekł mi, że zwróci mi 10 kopiejek na nową dorożkę. To mnie zdenerwowało, bo jak zauważyłem, że podkowa nie klapie. Jeżeli nie pojedzie to poskarżę się dyrektorowi.

      Spojrzał na mnie wilczym wzrokiem i zapytał jakiemu dyrektorowi, na co mu odpowiedziałem dyrektorowi szkoły, a numer dorożki mam zapisany. Jestem uczniem. Napoiwszy konia, ruszyliśmy dalej i spokojnie dostałem się na dworzec.

Fot. 7. Rozbiórka starej stacji kolejki grójeckiej

na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie

data fot.: lipiec 1935 r.; sygn.: 1-G-3761-2; autor: brak danych; 

zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji;  

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Wykupiwszy bilet, po półgodzinnej podróży wysiadłem na dworcu w Służewcu. Tam znaną mi już krótszą drogą ścieżką dobrnąłem z pakunkiem do Ursynowa.

      Pakunek zostawiłem u gospodarza seminarium p. Karola (nazwiska nie pamiętam). Natychmiast udałem się do Służewia, aby zabrać pozostawiony kilkanaście dni temu pakunek w czasie egzaminów.

 

      Ciąg dalszy nastąpi … .

 

      Powyższy tekst stanowi fragment rękopisu Dominika Wośki (1894-1979), słuchacza Seminarium Nauczycielskiego w Ursynowie w latach 1911-1920.

 

 

 

OD REDAKCJI

 

      Hojna fundacja Władysława Krasińskiego, mająca w swoich rękach 120-hektarowy folwark Ursynów, pałac i zabudowania gospodarcze, stworzyła od razu materialną podstawę seminarium nauczycielskiego otwartego w 1907 r. – Powołano do życia Towarzystwo Seminarium dla Nauczycieli Ludowych w Ursynowie.

 

      Członkami założycielami tego Towarzystwa byli między innymi: Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus (Aleksander Głowacki), Adam hrabia Krasiński, Leopold baron Kronenberg, ordynat Maurycy hrabia Zamoyski, dr Stanisław Hassewicz i mecenas Antoni Osuchowski, który był jednocześnie przedstawicielem założycieli i Rady Nadzorczej Seminarium w Ursynowie.

 

      Do zarządzania sprawami Towarzystwa wybrano komitet, który prowadził seminarium do końca lipca 1920 r., kiedy to dalszą opiekę nad szkołą (do1937 r.) objęło Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

 

      Seminarium Nauczycielskie w czasie jego trzydziestoletniego istnienia nie funkcjonowało w Ursynowie cały czas. Do wybuchu wojny jego siedziba mieściła się w Pałacu Krasińskich, zaś internat w sąsiadującym z nim budynkiem. Natomiast po wybuchu I Wojny Światowej szkołę przeniesiono do Warszawy.

 

      Ursynowska placówka była położona pośród starego, rozległego parku, zajmując (nie licząc zabudowań gospodarskich), trzy gmachy, wszystkie murowane.

 

      W jednym z nich mieściły się sypialnie uczniów. W tym samym gmachu znajdował się gabinet lekarski i pokój dla chorych.

      Naprzeciwko internatu, po drugiej stronie alei prowadzącej do głównego gmachu, znajdował się budynek mieszczący obszerną jadalnię, w której przy 10 stołach zasiąść mogło jednocześnie 180 uczniów.

 

      Gmach szkolny (główny), dawny pałac właścicieli Ursynowa, to budynek jednopiętrowy.

      Mieściły się w nim sale wykładowe, biblioteka dla uczniów, pokój nauczycielski, pokój na pomoce naukowe, kancelaria, warsztaty i sala aktowa, gdzie odbywały się lekcje muzyki, śpiewu i gimnastyki, i gdzie uczniowie odmawiali poranną modlitwę.

      W gmachu mieszkał dyrektor Seminarium, jego zastępca, sekretarz i kilku innych pracowników Zakładu.

 

      Prywatne Seminarium Nauczycielskie w Ursynowie, zgodnie z instrukcją z 1913 r., było specjalnym zakładem naukowym, mającym na celu przygotowanie „wychowańców” (wychowanków) do zawodu nauczyciela ludowego. Nauka trwała cztery lata.

 

      Po upaństwowieniu seminarium w dniu 1 sierpnia 1920 r., i po przeniesieniu go we wrześniu 1921 r. z powrotem do Ursynowa, nastąpił trzeci okres funkcjonowania szkoły, trwający do 1937 r., tj. do momentu całkowitej likwidacji w związku z ówczesną reformą szkolnictwa.

      Wraz z upaństwowieniem seminarium nastąpiła jego nowa reorganizacja – przedłużono naukę do 5 lat i wprowadzono nowe programy szkolne.

 

      Wszyscy uczniowie Seminarium mieszkali w internacie. Szkoła była płatna. Opłata za naukę wraz z utrzymaniem, według stanu na 1913 r., wynosiła 150 rubli (do zapłacenia jednorazowo lub w trzech ratach). Dodatkowo trzeba było zapłacić 8 rubli za pranie, a każdy z nowych uczniów musiał kupić dla siebie koc (kołdrę) w cenie 5 rubli i 70 kopiejek oraz siennik za 1 rubel i 60 kopiejek. Do pozostałych wydatków należy zaliczyć koszty garderoby, przyborów higieny osobistej czy pościeli.

 

      Na kurs I-szy Seminarium byli przyjmowani kandydaci tylko w wieku 15-17 lat, a na II-gi od lat 16 do 18, zupełnie zdrowi.

 

      Rodzice lub opiekunowie, chcący umieścić ucznia w Seminarium, musieli przed 15 sierpnia nadesłać do Zarządu placówki: 1) prośbę o dopuszczenie kandydata do egzaminów wstępnych; na prośbie musiała widnieć między innymi informacja na temat zajęcia i sposobu zarobkowania rodziców lub opiekunów; 2) świadectwo szkoły, w której kandydat kształcił się poprzednio; 3) metrykę; 4) świadectwo powtórnego szczepienia ospy; 5) piśmienne zobowiązanie do regularnego wnoszenia opłaty szkolnej; 6) poświadczenie dwóch wiarygodnych osób (np. miejscowego proboszcza, lekarza, obywatela) stwierdzające dobre i moralne sprawowanie się kandydata; 7) krótki własny życiorys kandydata.

 

      Dojazd do szkoły w Ursynowie tak opisywano w 1913 r.: „(…) 5½ wiorsty od rogatki Mokotowskiej, lub kolejką Grójecką do stacji Służewiec (20 minut jazdy), poczem 1½ wiorsty boczną drogą”.

Jedna wiorsta była równa 1066,8 metrów.

 

                                                                                                                                                                                   Grzegorz Kłos

 

Materiały źródłowe:

1) „Wskazówki dla wstępujących do Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego w Ursynowie”, Warszawa 1913, Drukarnia Polska, Warszawa, ul. Jasna 18/20,

2) Wincenty Tyrankiewicz, „Seminarium Nauczycielskie w Ursynowie w latach 1921-1937”, „Przegląd Historyczno Oświatowy”, kwartalnik Związku Nauczycielstwa Polskiego, Warszawa 1964 styczeń-marzec, „Nasza Księgarnia”.

 

 

POWRÓT