Patron honorowy

Kronika nauczyciela Dominika Wośki - cz. IV
26 stycznia 2020

 

[rok 1911, Ursynów, Seminarium Nauczycielskie - red.]

 

 

Pierwszy dzień nauki

 

     Dnia 7 września 1911 roku o godzinie 6 rano zbudził mnie ze snu dźwięk trąbki. To wychowawca p. Kosiński przechodził wzdłuż rzędu naszych łóżek, dawał sygnały pobudki.

     Natychmiast wyskoczyłem z łóżka i pośpiesznie ubrałem się, a potem wraz z kolegami udałem się do umywalni z ręcznikiem, mydłem i szczoteczką do zębów i proszkiem [...?] do zębów. Przez odkręcenie kranu napełniłem do połowy muszlę wodą. Umyłem się pośpiesznie, umyłem zęby szczoteczką i spuściłem zużytą wodę, bo już za mną stał inny kolega w kolejce do mycia.

 

     O godzinie 630 dzwonek  wezwał nas do jadalni na śniadanie. Po spożyciu posiłków dało się słyszeć o godz. 730 dzwon sygnaturki na pałacu. Zebraliśmy się wszyscy uczniowie w sali rekreacyjnej na wspólną modlitwę, po której dyrektor p. Borowski sprawdził obecność uczniów. Na polecenie dyrektora każdy kurs udał się do swojej sali wykładowej. Pierwszokursantom towarzyszył wychowawca seminarium p. Kosiński.

Fot. 1. Dominik Wośko w 1920 r.; 

źródło: artykuł Zdzisława Wośki pt. „Dominik Wośko i jego rodzina”; 

„Głos Ziemi Urzędowskiej”, 2009;  Internet, strona: http://gokurzedow.pl

 

     Skład socjalny uczniów był różny. Większość uczniów to byli synowie drobnych rolników, na drugim miejscu to synowie robotników z zagłębia węglowego Dąbrowskiego, synów kolejarzy, a nikły odsetek synów zagrodowej szlachty np. Pogorzelski.

Ci ostatni ostentacyjnie podkreślali przynależność do stanu szlacheckiego, choć stanem bycia, kulturą niewiele różnili się od synów chłopskich.

 

     W korytarzu koło drzwi naszej sali wykładowej ustawił nas w dwuszeregu według wzrostu i podzielił na 3 grupy. Każda grupa zajęła miejsce w ławkach. Na przedzie usiedli uczniowie niskiego wzrostu, a na końcu najwyżsi. Mnie wypadło usiąść razem ze Stanisławem Górką z siedleckiej guberni w 4tej ławce 3 rzędu od tablicy przy ścianie.

Fot. 2. Seminarium Nauczycielskie w Ursynowie (Pałac Krasińskich)

- gmach szkolny od strony wjazdu; zdjęcie sprzed II Wojny Światowej;

źródło: Internet, portal „Wczoraj i Dziś”, strona - wczorajidzis.blogspot.com

 

     Zapoznał nas z regulaminem szkoły. W przemówieniu podkreślił o współżyciu klasowym i poszanowaniu sprzętów szkolnych i utrzymaniu w czystości klasy i jej otoczenia. Przypomniał nam o zasługach założycieli jednego i jedynego w Królestwie Polskim polskiego Seminarium Nauczycielskiego.

Polecił nam uważnie przeczytać wskazówki i zapamiętaniu nazwisk założycieli, na czele których stał H. Sienkiewicz, B. Prus, hr. A. Krasiński, baron Kronenberg, ordynat Maurycy hr. Zamojski i inni (wskazówki str. 4).

     Na czele Rady Nadzorczej Seminarium jest mecenas Antoni Osuchowski. Podkreślił również ważność zawodu nauczycielskiego dla społeczeństwa polskiego.

 

     Na I kurs zostało przyjętych 46 uczniów. Jeden z nich nie przybył do seminarium. W ławkach zajęło miejsce 45 chłopców. [...?] Liczba ta nie jest ostateczną, gdyż w ciągu pierwszego półrocza, które jest okresem próbnym, mogą zajść jeszcze zmiany, gdy któryś z uczniów po obserwacji nie nadawał się do przyszłej, ofiarnej i zaszczytnej pracy nauczycielskiej.

     Zapoznał nas również ze sposobem użycia 2 tablic szkolnych, umocowanych w oprawie na stalowych linkach na bloczkach tak, że zapisana jedna tablica za pociągnięciem za uchwyt podjeżdża do góry, a niezapisana sama opada na dół przygotowana do dalszego pisania. Przydzielił nam po jednej małej szafce na książki, zeszyty i inne pomoce naukowe.

 

     Na sygnał dzwonka wszyscy uczniowie zeszli na dół i ustawili się czwórkami. Na przedzie maszerowali czwartoklasiści (niektórzy wąsaci i brodaci), a na końcu uczniowie kursu pierwszego. Na czele kroczył dostojnie z dużą siwą brodą wychowawca p. Kosiński do kościoła parafialnego w Służewie.

Fot. 3. Kościół św. Katarzyny na Służewiu pod Warszawą; data fot.: 1900-1901

zdjęciu pochodzi z albumu warszawskiego opublikowanego w 1901 r.; 

źródło: Internet, portal „Fotopolska.eu”, strona: warszawa.fotopolska.eu;

obecnie kościół znajduje się przy ul. Fosa 17 u zbiegu ul. Dolina Służewiecka 

i Alei Wilanowskiej na terenie warszawskiej dzielnicy Ursynów

 

     W czasie marszu minął nas dyrektor Borowski z matką w karecie, zaprzężonej w dwa kare rosłe konie. W kościele siedzące miejsca zajęli uczniowie kursu IV i III, a młodzi koledzy stali po środku kościoła.

     Poranne nabożeństwo odprawił proboszcz, a jednocześnie prefekt szkoły ks. Mścichowski. Uczniowie chóralnie śpiewali pobożne pieśni, przygotowane i opracowane przez nauczyciela śpiewu i muzyki p. Sawickiego.

 

     Po dobrym obiedzie odpoczywaliśmy 1 ½ godz. Na sygnał sygnaturki zebraliśmy się w salach wykładowych, gdzie nam podano rozkład pracy na dzień następny i plan lekcji.

Pobudka latem o godz. 6, w zimie 630, śniadanie: godz. 7. Początek lekcji 730.

Koniec lekcji przed południem po 5 godz. lekc. g. 12. Obiad g. 1210. Odpoczynek 1230 - 1315. Podwieczorek 1550. Lekcje (3) popołudniowe 16-18. Kolacja 1830. Odrabianie lekcji 1840 - 2130. Sen nocny 2140 - 6 rano (8 godzin). Codziennie 8 godzin nauki szkolnej. We środy 5 g. nauki, a reszta na kąpiel, reper. itp.

 

Drugi dzień nauki

 

     Po sprawdzeniu obecności przez dyrektora i odmówieniu modlitwy udaliśmy się do sal wykładowych. Zajęliśmy swoje miejsca w wygodnych ławkach z wysuwanymi blatami i drewnianymi oparciami dla nóg (firmy Urania).

Każdy z nauczycieli przystąpił do wykładu:

p. Edw. Winkler jęz polski

p. Bobruk (Бoбpукъ) geografia

p. Gackiewicz (Гaцkeвичъ) j. ros.

p. Gnoiński – nauka przyrody

p. Mościcki Henryk – historia Polski

p. Dzierżyński Ignacy – geografia Polski

p. Smosarski Władysław – arytmetyka i geometria

p. Sawicki Władysław – śpiew i muzyka

p. Kosiński Juliusz – gimnastyka i wychowanie

p. Królikowski Antoni – kaligrafia i wzorówka

p. Pillatti – rysunki

ks. Mścichowski – religia.

 

     Zajęcia praktyczne codziennie 2 godz. Po 1 godzinie i 15 min. odpoczynku poobiednego na głos sygnaturki zebraliśmy się parami na alei między jadalnią i sypialnią.

     Wychowawca zaczął przydzielać prace na 2 godziny czasu. Sprzątanie jadalni 4, sprząt. 6 sal i pokoju lekarskiego 14 uczniów, zbieranie kasztanów 4, zbieranie żołędzi 5, numeracja drzew farbą olejną 3, zrywanie czarnego bzu 4, grabienie liści na alejach i zwożenie do dołu kompostowego 11.

Fot. 4. Uczniowie szkoły ćwiczeń przy Państwowym Seminarium

Nauczycielskim Męskim im. Adama Mickiewicza w Sosnowcu

w ogrodzie - chłopcy sadzą drzewa; data: 1919-1939; autor fot. - nieznany;

źródło: Internet - strona Narodowego Archiwum Cyfrowego: https://audiovis.nac.gov.pl - Zespół: Koncern Ilustrowany

Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji; sygn. 1-N-2435

 

     Po upływie ½ g. wychowawca skontrolował czy wszyscy uczniowie są na swoich miejscach i pracują.

Po podwieczorku zebraliśmy się w sali muzycznej, gdzie otrzymaliśmy nowe, opakowane w papier skrzypce.

     P. Sawicki kazał skrzypce rozpakować i sprawdził czy w czasie transportu nie uległy uszkodzeniu. Okazało się, że wszystkie instrumenty są w drobrym stanie.

Następnie podzielił nas na 5 grup. Dużo czasu zużył na strojenie skrzypiec pierwszej grupy, z którą nazajutrz miał pierwszą lekcję. Ja dostałem się do 5-tej grupy.

 

     Spełniło się moje marzenie posiadania skrzypiec i możliwość na nich grania.

Oglądałem je kilkakrotnie i po prostu nie wiedziałem jak mam je nieść do internatu, aby broń Boże nie uszkodzić. Umieściłem je w szafie na bieliźnie porządnie złożonej w kostkę.

Po odrobieniu lekcji w sali wykładowej w pałacu zebrało się nas kilku pierwszoklasistów i zaczęliśmy porównywać z innymi skrzypcami.

 

Coś ty Górka zrobił ?

 

     Ja oglądałem skrzypce Górki, a on moje. Inni chłopcy stali obok. Jeden z nich zauważył w środku skrzypiec „duszę” i pytał nas co to jest. Górka, nie rozmyślając się stuknął go (w głowę) stroną […?] wierzchnią w głowę. […?] od uderzenia pękła do połowy skrzypiec. Górka chciał mi skrzypce zwrócić, na co się nie zgodziłem. Górka mi tłumaczył, że to nic nie jest poważnego. Ja pękniętych skrzypiec nie przyjąłem.

Fot. 5. Występ grajków ulicznych w Warszawie

- dwóch chłopców grających na banjo i skrzypcach podczas występu;

data: listopad 1933 r.; autor fot. - nieznany;

źródło: Internet - strona Narodowego Archiwum Cyfrowego: https://audiovis.nac.gov.pl - Zespół: Koncern Ilustrowany

Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji; sygn. 1-F-543

 

     Górka koniecznie chce mi je wręczyć. Chłopcy na razie stali uniemiali. „Więc kiedyś zepsuł skrzypce to sobie je bierz, a ja będę miał twoje” – rzekłem ze łzami w oczach. Chłopcy przyznali mi rację.Więc Górka jak niepyszny poszedł do swojej Sali z pękniętymi, a ja zatrzymałem jego, dobre skrzypce. W czasie świąt Bożego Narodzenia jakiś stolarz skleił i posługiwał się nimi przez cały czas.

 

Czy to pożar ?

 

     Późny wieczór. Siedliśmy w swoich ławkach i odrabiali zadane lekcje. Jedni uczniowie piszą, inni pochyleni nad książkami czytają cicho lub półgłosem tak, aby nie przeszkadzać kolegom w pracy.

     Na Sali słychać cichy gwar – może lepiej – szmer. Sześć lamp gazowych rozmieszczonych w 2 punktach jasno równomiernie oświetla sale. Kilku kolegów uczą się spacerując po korytarzu. Jeden z kolegów wyszedł na ganek, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Naraz ten kolega woła: „patrzcie, patrzcie czy to nie pożar w Wilanowie.”.

 

     Ciekawsi, a między nimi jestem i ja, przyłączyliśmy się do niego na balkonie. Daleko na horyzoncie widać jakieś rozległe światło, ale płomienia pożaru nie ma. Jeden z kolegów wszedł na balustradę murowaną, aby lepiej się przyjrzeć.

Widać teraz na horyzoncie jeszcze większe światło. Przepychamy się nawzajem, aby wejść na balustradę. Wszedłem i widzę połowę tarczy wschodzącego księżyca. Na balkonie zrobiło się gwarno.

 

     Naraz słyszę za sobą głos dyrektora: a co ty tu robisz ? Skamieniałem, a [niemalże ?] nie cofnąłem ręki od popiersia Jadwigi, umieszczonego we wnęce muru. Natychmiast zeskoczyłem. „A jak się nazywasz” pyta dyrektor. Podałem mu swoje nazwisko. „A nie wiesz, że mógłbyś spaść z piętra i zabić się”. Zanotował moje nazwisko w notesie. „Teraz wszyscy marsz na miejsca, a o tobie pogadamy na najbliższej sesji Rady Pedagogicznej.”.

     Oszołomiony tym zajściem usiadłem na miejscu i przez parę tygodni myślałem nad tym, czy mnie nie usuną z Seminarium, ale do tego nie doszło.

 

Nasi nauczyciele

 

     W ciągu jednego miesiąca poznaliśmy swoich nauczycieli i często wypowiadali między sobą uwagi.

     Najlepiej i najchętniej słuchaliśmy wykładów p. Goriaczkowskiego, który uczył nas przyrody martwej. Każdy wykład był ilustrowany doświadczeniem. Przed każdą lekcją ktoś z nas był w pobliżu pokoju nauczycielskiego, aby pomóc mu przy przenoszeniu do sali wykładowej wanienki, rureczek, kolb, probówek, korków, szklanek i t.p.

     Zawsze był uśmiechnięty, życzliwy, ale i wymagający, sprawiedliwy.

 

     Lubiliśmy również poważnego, wysokiego i brodatego nauczyciela geografii p. Bobruka, Rosjanina. Lekcja gimnastyki dostarczała nam dużo emocji. Pomimo podeszłego wieku p. Kosiński umiał nas zainteresować lekcją gimnastyki, a szczególnie na przyrządach.

Fot. 6. Zajęcia w szkole ćwiczeń przy Państwowym Seminarium

Nauczycielskim Męskim im. Adama Mickiewicza w Sosnowcu;

data: 1919-1930; autor fot. - nieznany;

źródło: Internet - strona Narodowego Archiwum Cyfrowego: https://audiovis.nac.gov.pl - Zespół: Koncern Ilustrowany

Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji; sygn. 1-N-2434

 

     Natomiast b. nie lubieliśmy nauczyciela arytmetyki i geometrii p. Smosarskiego (Smoka).

Na lekcji arytmetyki nie stosował żadnych wykładów.

     Wezwany do odpowiedzi do tablicy wychodził uczeń jak by, kto go wzywał na tortury. Podyktował zadanie. Uczeń zapisał sobie w rogu tablicy dane liczbowe i powtórzył treść zadania. Musiał sam rozwiązując tłumaczyć.

     Wystarczyło, aby zatrzymać się, a już zaczęło się strofowanie: „No ruszaj się, nie stój jak kołek, pisz i mów, chyba jesteś żywy.”. Żadnym słowem nie naprowadził ucznia, a nie pomógł. Wreszcie kończył: „No siadaj siadaj … .”.

     W czasie odrabiania lekcji na dzień następny często przerywaliśmy swoją pracę, aby omówić niektóre posunięcia personelu nauczycielskiego. W tym stawiali jednego lub 2 uczniów, aby nie wpuścić nikogo do sali lekcyjnej.

     Dziwiłem się niezmiernie, jak uczniowie krytykowali pracę p. Smosarskiego.

 

     Pewnego razu nie wpuściliśmy do sali sekretarza seminarium p. Kaweckiego, mówiąc mu, że do klasy wejść nie może. Ten uśmiechnął się i cofnął się, nie chcąc przerywać debaty.

Ale o treści dyskusji dowiedział się okrężną drogą o temacie debat.

     Uczniowie z zachodnich stron kongresówki umieli takie dyskusje prowadzić. Udzielali głosu poszczególnym dyskutantom, a przerywał przewodniczący obrad tym uczniom, którzy zabierali głos w sprawie formalnej.

Widocznie ci uczniowie nauczyli się prowadzenia zebrań od swoich ojców.

     Najwięcej skarżyliśmy się na brutalne postępowanie wobec uczniów p. Smosarskiego.

     Uchwaliliśmy wydelegować do omówienia tej sprawy z dyrektorem. Ten uważnie wysłuchał skargi i na drugi dzień wszedł do sali w czasie lekcji arytmetyki p. Smosarskiego. Zdziwił się nieco. Lekcję prowadził bez wyzwisk pod adresem odpowiadającego ucznia.

 

     Przez kilka lekcji p. Smosarski wstrzymał się od wymyślań, ale po tym znowu wszystko wróciło do poprzedniego stanu.

Wzywa drugą ofiarę. Jeżeli ten nie zabiera się do rozwiązania, znów posypały się […?] epitety pod adresem ucznia.

     Przez cały czas siedzieliśmy cichutko. Nie uznawał tego za dobre, jeżeli któryś z kolegów podniósł rękę, wyrażając chęć wtrącić swoje trzy grosze, aby praca w rozwiązywaniu posunęła się naprzód. Tak do końca.

     Spojrzawszy na zegarek podał numer zadania z książki Bohuszewicza. Dzwonek, lekcja skończona. We drzwiach na pewno słyszał nasze westchnienia: „Ach, …nareszcie.”.

 

     Nie cieszył się sympatią nauczyciel jęz. rosyjskiego, rosjanin Gackiewicz. Ten w czasie wykładu stale poprawiał sobie binokle, uwiązane na sznureczku do klapy marynarki, bo często spadały z nosa. Poprawiał zapięcie guzików od marynarki, które były zapięte nie po kolei. Wtrącał jakieś zdania, które były przyjmowane przez uczniów ze śmiechem, sam zaś nie uśmiechnął się.

     Strofował nas za śmiech, który przecież był wywołany przez niego samego w czasie wykładu słowami: „Nu, czto zdzieś smiesznawo.”. Oczywiście w czasie nauki i przerwy nie padło żadne polskie słowo.

Fot. 7. Pocztówka „Ćwiczenia gimnastyczne Ursynów” ze zbiorów

Muzeum Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie; 

data: brak inf.; zdjęcie przedstawia uczniów Seminarium

Nauczycielskiego w Ursynowie

na plenerowych zajęciach z wychowania fizycznego

 

     Nawiasowo dodam, że wszyscy profesorowie mieszkali w Warszawie za wyjątkiem dyrektora, wychowawcy, sekretarza szkoły i kierownika „wzorówki” szkoły ćwiczeń.

     Dyrektor, poważny, stary kawaler, z rudą brodą, mieszkał w pałacu ze swoją matką, poważną matroną. Wychowawca b. poważny, z dużą patriarchalną siwą brodą p. Kosiński, wdowiec mieszkał przy sypialni, p. Królikowski na war. [warsztatach?] szk. ów stary kawaler. Sekr. Kawecki (…).

 

     Ciąg dalszy nastąpi … .

 

     Powyższy tekst stanowi fragment rękopisu Dominika Wośki, słuchacza Seminarium Nauczycielskiego w Ursynowie w latach 1911-1920.

 

 

POWRÓT