Patron honorowy

Podporucznik Andrzej Chudy 
- bohater z kaszubskich okopów  cz. I
15 czerwca 2019

 

      Lata 80-te XX wieku. Wieś Gowino koło Wejherowa. Kaszuby.     

      Do dyrekcji miejscowej szkoły podstawowej zgłaszają się niespodziewanie pewni starsi mężczyźni.

      Jak się później okazuje są to towarzysze broni porucznika Jana Penconka, który poległ na Kępie Oksywskiej w walce z niemieckim najeźdźcą 13 września 1939 r.

Fot. 1. "Jan Penconek w czasie defilady w Wejherowie (?) na czele kompanii"

(opis z metryczki fot.)źródło: Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni; 

zdjęcie pochodzi od siostry Jana Penconka (doręczone w kwietniu 1965 r.

przez P. Lichodziejewskiego); data fot.: brak

 

      Koledzy Jana Penconka przedstawili dyrektorowi z czym przychodzą. Proszą o wskrzeszenie pamięci ich kolegi – Janka.

      Ich intencją jest żeby szkoła w Gowinie nosiła imię porucznika Jana Penconka.

      Opowiedzieli dyrektorowi nieznaną historię, kiedy to porucznik Jan Penconek w nocnym wypadzie z 7 na 8 września 1939 roku, idąc na czele 2-giej Kompanii 1 Morskiego Pułku Strzelców z Wejherowa,  wyrwał skrawek polskiej ziemi z rąk Niemców.

Wtedy 80 polskich żołnierzy pod wodzą porucznika Penconka rozbiło cały niemiecki batalion liczący około 300 żołnierzy.

      Weterani dopinają swego – szkoła w Gowinie po dziś dzień nosi imię porucznika Jana Penconka.

 

      Wśród kombatantów, którzy wtedy dotarli do Gowina, był między innymi porucznik w stanie spoczynku Andrzej Chudy – były podwładny porucznika Penconka z wojska, a prywatnie jego przyjaciel.

Fot. 2. Podporucznik Andrzej Chudy

źródło: Szkoła Podstawowa im. por. Jana Penconka w Gowinie;

data fot.: brak; przypis redakcji CAWIO:  fotografia

została wykonana prawdopodobnie w okresie służby 

w 1 Morskim Batalionie Strzelców/1 Morskim Pułku Strzelców

w Wejherowie (1938-1939); przypis redakcji CAWIO:

por. Andrzej Chudy był współautorem biografii por. Jana Penconka

 

      Andrzej nie zapomniał o Janku, chociaż od wybuchu wojny minęło blisko 50 lat.

      Razem z innymi byłymi obrońcami polskiego Wybrzeża z wejherowskiej jednostki – pułkownikiem w st. spocz. Alfonsem Olkiewiczem i por. w st. spocz. Pawłem Szefką – spisał biografię porucznika Penconka, którą opatrzył własnoręcznym podpisem „A. Chudy” i datą „1988 r.”.

      Można domyślać się, że pozostałymi osobami towarzyszącymi Andrzejowi Chudemu podczas wyprawy do Gowina byli też współautorzy biografii Janka.

 

      Na wydobytym z Izby Pamięci wejherowskiej jednostki wojskowej przedwojennym zdjęciu widać stojących obok siebie obydwu żołnierzy – podporucznika Andrzeja Chudego i porucznika Jana Penconka. Zdjęcie jest datowane na 1936 rok, co stanowi pewną nieścisłość, ponieważ podporucznik Chudy w tym czasie był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej. Prawdopodobnie faktycznie fotografia pochodzi z okresu tuż przed wybuchem II wojny światowej.

Fot. 3. Batalion Morski Strzelców w Wejherowie, 1938-1939 r. (?); 

stoją obok siebie od lewej: ppor. Andrzej Chudy i ppor. Jan Penconek

źródło: Batalion Dowodzenia Marynarki Wojennej im. pułkownika

Kazimierza Pruszkowskiego w Wejherowie

 

      Niemniej zdjęcie ma wymiar bardzo symboliczny – przedstawia dwóch przyjaciół, których połączyły wspólne losy i dramatyczne wydarzenia owych wrześniowych dni 1939 roku.

      Porucznik Chudy nigdy nie zapomniał o poruczniku Penconku, jak i o wielu innych towarzyszach broni. Większość życia poświęcił utrwalaniu pamięci o polskich obrońcach Wybrzeża.

 

      Kim był Andrzej Chudy i co go łączyło z Janem Penconkiem ?

 

      Obydwaj oficerowie wywodzili się ze środowiska wiejskiego. Ukończyli też tę samą uczelnię wojskową – Szkołę Podchorążych Piechoty w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej, jedną z najbardziej elitarnych przedwojennych kuźni kadr Wojska Polskiego.

 

      Wielu bohaterów wojennych ma w swoich życiorysach naukę w tej uczelni. Przez jej mury przewinęli się: gen. Stefan „Grot” Rowecki – komendant główny Armii Krajowej, mjr Henryk Sucharski – bohaterski obrońca Westerplatte, kpt. Władysław Raginis – waleczny obrońca Wizny w 1939 r., a także lokalny bohater z nadwiślańskiego Urzecza spoczywający na cmentarzu Powstańców Warszawskich w Powsinie – mjr Stanisław Milczyński ps. „Gryf” (1918-2016).

 

      Jan Penconek urodził się 19 grudnia 1912 roku we wsi Powsin koło Wilanowa (obecnie to osada wchodząca w skład warszawskiej dzielnicy Wilanów). Rodzice trudnili się pracą na roli. Ojciec Janka dorabiał wykonując także zawód stolarza.

 

      Z kolei Andrzej Chudy, syn Jana, przyszedł na świat 1 września 1916 roku we wsi Pęcławice koło Sandomierza w rodzinie włościańskiej (rolników), podobnie jak Janek.

Fot. 4. Zabytkowy kościół pw. św. Jerzego w Szczeglicach (powiat staszowski), 

rodzinna parafia Andrzeja Chudego - w tym kościele był ochrzczony

data fot.: 11 sierpnia 2015 r.; autor fot.: Agnieszka Kwiecień (Nova); 

źródło: Internet, portal Wikimedia Commons,

strona: https://commons.wikimedia.org 

 

     Ojciec Andrzeja - Jan Chudy -  był jednym z założycieli Ochotniczej Straży Pożarnej w Pęcławicach (1917 r.). 

Fot. 5. Zdjęcie mieszkańców na tle pierwszej remizy

w Pęcławicach pod Sandomierzem; data fot.: około 1939 r.;

źródło: Internet, portal dcplayer.pl, 

„Historia jednostki OSP Pęcławice”, oprac. druh Mateusz Zybała;

widoczna na zdjęciu drewniana remiza spłonęła w 1944 r. (II wojna światowa)

 

      Obecnie historyczne Pęcławice noszą nazwę Pęcławice Górne i leżą w gminie Bogoria, w powiecie staszowskim, województwo świętokrzyskie.

      Andrzej Chudy uczęszczał do Gimnazjum Klasycznego im. Józefa Piłsudskiego w Sandomierzu, gdzie uzyskał maturę w 1935 roku.

Fot. 6. Budynek COLLEGIUM GOSTOMIANUM

- 1 Liceum Ogólnokształcące w Sandomierzu przy ul. J. Długosza 7;

siedziba przedwojennego Gimnazjum Klasycznego im. Józefa Piłsudskiego;

data fot.: po 1945 r.; źródło: aukcja portalu Allegro

 

      W latach 1935-1938 był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie.

      Po jej ukończeniu i promocji na stopień podporucznika został skierowany do służby w 1 Morskim Batalionie Strzelców w Wejherowie.

      W wejherowskiej jednostce wojskowej dostał przydział do kompanii dowodzonej przez porucznika Jana Penconka.

      Jan Penconek po promocji na podporucznika (15 sierpnia 1934 r.) dwa tygodnie później – 1 września 1934 roku – rozpoczął służbę w Batalionie Morskim w Wejherowie.

 

      19 marca 1938 r. Janek awansował na porucznika, a w rok później – 4 marca 1939 roku – został mianowany dowódcą 2. Kompanii strzeleckiej 1 Morskiego Batalionu Strzelców.

      Dowódcami plutonów w tej kompanii byli podporucznicy: Jerzy Aleksandrowicz, Andrzej Chudy i Henryk Rybarczyk (1915-1944) rodem z Wilanowa – była to młoda, zgrana i doborowa kadra dowódcza.

 

      I tak w sobotę 18 marca 1939 r. porucznik Penconek ze swoją kompanią bierze udział w uroczystości imienin Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (przypadały na właśnie tego dnia).

      O godzinie 12.30 Polskie Radio transmitowało specjalną audycję żołnierską ku pamięci Marszałka Śmigłego-Rydza – w świetlicy wejherowskiej jednostki wszyscy szeregowi mieli obowiązek jej odsłuchania.

      Po południu (godz. 15.00-16.00) we wszystkich pododdziałach jednostki wygłoszono pogadanki o osobie Marszałka.

      O godzinie 19.30 na placu alarmowym koszar zwołano uroczystą zbiórkę – żołnierze byli uzbrojeni w karabiny, bagnety, na głowie mieli hełmy.

Fot. 7. "Marzec 1938 r. Przysięga 1 MPS(opis z metryczki fot.)

źródło: Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni; 

zdjęcie ze zbiorów płk. Kazimierza Pruszkowskiego (przekazane w 1958 r.);

przypis redakcji CAWIO: przysięga 1 Morskiego Pułku Strzelców w Wejherowie

 

      Na placu stanęli obok siebie trzej przyjaciele: porucznik Jan Penconek, dowódca 2. Kompanii, podporucznik Andrzej Chudy, podwładny Janka – dowódca 2. Plutonu w 2. Kompanii, i podporucznik Alfons Olkiewicz z 3. Kompanii.

 

      Za pół roku wszyscy trzej będą walczyć ramię w ramię na Kępie Oksywskiej z hitlerowcami w obronie polskiego wybrzeża. Podporucznicy Chudy i Olkiewicz będą jednymi z ostatnich żołnierzy, którzy 13 września 1939 roku zobaczą Janka żywego.

Na zbiórkę staje orkiestra Krajowych Zakładów Opieki Społecznej. 

 

     Około godziny 19.50 baon (1 Morski Batalion Strzelców) odmaszerowuje z koszar w szyku paradnym na ulice Wejherowa – idą ulicami: Sobieskiego, Rynek Kościuszki, 3 Maja, Strzelecką, Hallera i znów Sobieskiego. Na wysokości ulicy Dworcowej (niedaleko mieszkania Janka) do pochodu dołącza organizacja przysposobienia wojskowego.

      Oficerowie, w tym Janek, Andrzej i Olek, idą w odświętnych mundurach, mają szable u boku, rewolwery (w zależności od przydziału) i rogatywki. Przygrywa orkiestra, która milknie gdy włączają się werble.

 

      Nazajutrz – w niedzielę 19 marca 1939 r. – w Wejherowskiej jednostce, także uroczyście, obchodzono rocznicę urodzin śp. Marszałka Józefa Piłsudskiego, którą w kraju kontynuowano po jego śmierci w latach 1936-1939. Ogólnokrajową tradycją było łączenie imienin dwóch marszałków – Piłsudskiego i Śmigłego-Rydza w dniach 18-19 marca każdego roku.

      Obchody urodzin Józefa Piłsudskiego w Wejherowie 19 marca 1939 r. rozpoczęto o godzinie 8.30 – zebrano żołnierzy na placu alarmowym jednostki. Ubiór w strojach (cyt. z rozkazu dowódcy) „jak do kościoła …”, oficerowie „przy szablach”, na zbiórkę stanęła orkiestra Krajowego Zakładu Opieki Społecznej.

Godzina 8.40 – zdanie raportu do dowódcy baonu, potem 8.50 jego przemówienie, 9.00 – przemarsz wojska do wejherowskiego kościoła farnego, gdzie o 9:30 odprawione zostało nabożeństwo.

 

      W kościele porucznik Penconek, jako oficer młodszy, zajął (zgodnie z procedurą) miejsce przed prezbiterium, po prawo od ołtarza: oficerowie starsi, podoficerowie i strzelcy – w prawej nawie kościoła (miejsca stojące).

 

      O 10.00 w tej samej intencji odprawiono nabożeństwo w tamtejszym kościele ewangelickim. Po południu dalsza część uroczystości.

      O godzinie 19.00 w koszarowej świetlicy żołnierze odsłuchali radiowego przemówienia Prezydenta RP, Ignacego Mościckiego, ku czci śp. Marszałka Józefa Piłsudskiego, nazwanego wzniośle w rozkazie dowódcy jednostki, majora Kazimierza Pruszkowskiego: „Wskrzesicielem Polski”.

 

      26-letni Janek, 23-letni Andrzej i 25-letni Olek, oraz inni żołnierze przyszłego 1 Morskiego Pułku Strzelców, od 1 września 1939 roku mieli przed sobą do zdania najważniejszy egzamin w swoim życiu – przyjdzie im bronić ojczyzny przed niemieckim najeźdźcą do ostatniej kropli krwi.

 

      Jak wspomniano podporucznik Andrzej Chudy jeszcze przed wybuchem wojny był dowódcą 1 plutonu 2. Kompanii 1 Morskiego Pułku Strzelców z Wejherowa, dowodzonej przez porucznika Jana Penconka.

      Andrzej dał się poznać jako dobry żołnierz. – Podpułkownik Pruszkowski, dowódca 1 Morskiego Pułku Strzelców, już w czasie pokoju darzył go dużym zaufaniem.

      Wymownym tego dowodem stało się powierzanie podporucznikowi Chudemu i jego plutonowi w czasie działań wojennych po 1 września 1939 roku samodzielnych, a jednocześnie bardzo odpowiedzialnych, zadań.

      Na początku września w rejonie Wejherowa jego zadaniem było związanie w jedną całość dwóch silnych, a jednocześnie oddalonych od siebie ośrodków oporu: Żydowskiej Góry (obszadzona przez 3. Kompanię) i wzgórza 142 Pętkowice (1. Kompania) – przez obronę kierunku wzdłuż szosy z Gowinka do Wejherowa.

      Andrzej Chudy był skromną osobą i na co dzień nie eksponował swoich zasług. Trzeba jednak podkreślić, że to właśnie on podczas hitlerowskiego oblężenia zaliczał się do tych obrońców Kępy Oksywskiej, a wcześniej jej przedpola, którzy walczyli z wielką determinacją o każdy centymetr ojczystej ziemi.         

      Ramię w ramię ze swoim plutonem dawał z siebie wszystko w tej beznadziejnej sytuacji, gdzie ostatecznie pomoc nie nadeszła.

 

      1 września 1939 r. o godzinie 4.45 pierwsze pociski z niemieckiego okrętu „Schleswig-Holstein” zaczęły spadać na Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte.

      Westerplatte walczyło 7 dni, choć zakładano, że w walce ma wytrzymać 12 godzin – po zaciętych walkach broń złożono dopiero 7 września.

 

      Tymczasem wtedy, 7 września, dla porucznika Jana Penconka, podporucznika Andrzeja Chudego i 1 Morskiego Pułku Strzelców oraz innych jednostek broniących Kępy Oksywskiej najgorsze miało dopiero nadejść.

      Obrońcy Kępy poddadzą się Niemcom dopiero 19 września. W tym czasie z wielkim oddaniem będą walczyć o honor polskiego żołnierza.

 

      Kępa Oksywska położona jest na północ od Gdyni, w bezpośrednim sąsiedztwie portu gdyńskiego. Na dużych rozmiarów mapie wojskowej trudno określić jej kształt: ni to trójkąt, ni to trapez, a raczej jakiś nieforemny wielobok, przypominający swymi konturami narysowaną dziecięcą ręką głowę konia.

      Teren Kępy jest płaski z niewielkimi tylko wzniesieniami. – Ale żeby do niej dojść Niemcy musieli najpierw odciąć i zniszczyć między innymi 1 Morski Pułk Strzelców.

 

      Żołnierze 1 Morskiego Pułku Strzelców i V Batalionu Obrony Narodowej byli przemęczeni prowadzonymi bez przerwy od pierwszego dnia wojny walkami, ale przejawiali prawdziwe żołnierskie zdyscyplinowanie i gotowość do największych poświęceń.

 

      W dniach 1-9 września pod Wejherowem bronili przedpola Kępy Oksywskiej od strony zachodniej, by ostatecznie wycofać się na jej teren 10 września, gdzie walczyli aż do kapitulacji.

 

      1 Morski Pułk Strzelców miał zadanie bronić się na odcinku 15 kilometrów wykorzystując do tego celu dominujące wzgórza i skraje lasów na zachód i południe od Wejherowa.

 

      W dniu 2 września 1939 r. niemiecka dywizja odcięła Wybrzeże od kraju. Znacząca część niemieckiego wojska zwróciła się przeciwko 1 Morskiemu Pułkowi w Wejherowie, przesuwając się w jego kierunku w nocy z 6 na 7 września oraz w godzinach porannych 7 września.

Fot. 8. Mapa sytuacyjna z zaznaczonymi miejscami walk

i kierunkami ruchów wojsk na przedpolu Kępy Oksywskiej; 

zaznaczenie red. CAWIO na czerwono: kierunek nocnego wypadu

z 7 na 8 września 1939 r. na wieś Gowino

z udziałem kompanii porucznika Jana Penconka

źródło: S. Strumph-Wojtkiewicz, "Alarm dla Gdyni", Wydawnictwo

Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1975, str. 165

 

      W ten sposób Lądowa Obrona Wybrzeża została zaatakowana przez niemiecką 207 Dywizję Piechoty Landwehry pod wieczór 6 września. Do tego czasu na granicy zachodniej, na odcinku od morza aż do komisariatu Straży Granicznej Strzepcz włącznie, trwały jedynie walki patroli w strefie przygranicznej.

 

      Ogromna większość niemieckich oddziałów lądowych na Wybrzeżu, skupionych od 5 września w hitlerowskim korpusie gen. Kaupischa, z pewnymi wyjątkami, w dniach 7 i 8 września uderzyła na Oddział Wydzielony „Wejherowo”, w których walczyli porucznicy Penconek i Chudy.

 

      Przewaga Niemców była olbrzymia. W kulminacyjnym momencie walk na każdego polskiego żołnierza przypadało 9 żołnierzy niemieckich.

      W broni artyleryjskiej Niemcy mieli 35-krotną przewagę, a w moździeżach 45-krotną (moździerz – rodzaj prostego działa gdzie pociski są wystrzeliwane pod stromym kątem).

      Ponadto wróg dysponował nieograniczonym dostępem do amunicji, nie mówiąc o bezapelacyjnym panowaniu w powietrzu niemieckiego lotnictwa.

 

      Decydujące walki na przedpolu Gdyni rozegrały się na kierunku zachodnim, bronionym właśnie przez 1 Morski Pułk Strzelców: 7 i 8 września w rejonie Wejherowa, 9 września – w Redzie, a w następnych dniach – do 12 września włącznie – w rejonie: Szmelta-Zagórze-Rumia.

 

      7 września 1939 r. w godzinach popołudniowych na całym odcinku 1 Morskiego Pułku Strzelców w rejonie Wejherowa Niemcy rzucili do walki silne oddziały rozpoznawcze (kompanie i baony), wsparte ogniem kilku baterii artylerii i licznych moździerzy.

      Dla polskiej obrony były to już normalne bitewne zmagania.

Stało się jasne, że następnego dnia Niemcy przypuszczą ogólne natarcie.

 

      Dowódcą Lądowej Obrony Wybrzeża był pułkownik Stanisław Dąbek. Był to twardy dowódca z charakterem.

Pułkownik Dąbek nie chciał czekać bezczynnie – nieustannie realizował dewizę przypisywaną właśnie jemu: „co nam za dnia wezmą, nocą odbierzemy”.

      Uznał, że trzeba opóźnić uderzenie nieprzyjaciela – dlatego w nocy z 7 na 8 września na całej linii zarządził przeprowadzenie wypadów.

 

      Wypad 1 Morskiego Pułku Strzelców na Gowino, przeprowadzony drogami i w sposób przećwiczony przed wojną, doprowadził do całkowitego zaskoczenia niemieckiego wojska, które spało na kwaterach, i prawie zupełnego jego zniszczenia.

 

      7 września już od godziny 8.00 niemiecka artyleria zaczyna ostrzeliwanie stanowisk obrony 1 MPS.

      Ogień niemieckich armat stopniowo wzrasta. Walka trwa cały dzień. Obrońców Niemcy atakują także z powietrza – kontynuowane są naloty.

      Następnie hitlerowcy, napierając od zmierzchu 7 września na polskie punkty oporu, usadowili się między innymi we wsi Gowino, jakieś 5 kilometrów drogi na południowy-zachód od Wejherowa.

      Ze skraju Gowina, spod wzgórza nr 125, rozpoczęli silny ogień broni maszynowej na stanowiska plutonu porucznika Andrzeja Chudego, wchodzącego w skład kompanii porucznika Penconka.

 

      Podporucznik Chudy pozostawił po sobie niezwykły opis walk – jest to list z 17 stycznia 1960 roku kierowany do Wacława Tyma, współautora publikacji zebranych w zbiór wspomnień uczestników walk o Gdynię i Kępę Oksywską z września 1939 roku.

Przedstawiamy fragmenty relacji podporucznika Andrzeja Chudego z owego listu sprzed 59 lat, gdzie w sposób obrazowy pokazane są realia tamtych dramatycznych dni. 

 

      „(…) 1-6 września 1939 r. Mój pluton z przydzielonymi czterema ckm (ciężki karabin maszynowy – red.) z ppor. Pawłem Szefką i ppor. Kazimierzem Makuratem, moździerzem 81 mm (kpr. Miśkow) i działkiem ppanc. (plut. Paszkiewicz), zajmował stanowiska obronne okrakiem na szosie Wejherowo-Gowinki, na południowy zachód od Wejherowa, za zakrętem szosy, przed skrajem lasu.

      Na przestrzeni około 1 km zorganizowałem 3 gniazda oporu:

- prawe z ckm, prawie na końcu płaskowzgórza idącego od szosy w kierunku zachodnim,

- drugie z prawej strony przy szosie, schron ziemny ckm i grupa strzelców,

- z lewej strony szosy trzecie gniazdo z ckm w schronie oraz przy ścieżce z lasu do dw. Pętkowice okopane gniazdo: ckm z ppor. Makuratem.

 

Fot. 9. Okolice Wejherowa na przedwojennej mapie wojskowej;

Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1937; skala: 1:100000

źródło: Internet - strona: http://maps.mapywig.org; 

na mapie widać miejsca walk polskiego wojska we wrześniu 1939 r.:

m.in. Żydowska Góra koło Bolszewa (wzgórze 74.4), Gowino, Lasy Wejherowskie,

wzgórze 125.3 koło Gowina; cyfry występujące w nazwach (cechach) wzgórz  

oznaczają wysokość danego wzniesienia

(ilość metrów nad poziom morza)

 

      Przed stanowiskami plutonu był pojedynczy płot kolczasty.

      Z lewej strony szosy i przed gniazdem prawoskrzydłowym założyłem pole minowe – 500 min przeciwczołgowych, jednokilogramowych.

      Z prawem strony szosy, na przestrzeni około 200-250 m od szosy w prawo, wbite były trzy rzędy pali przeciwpancernych: sosny o średnicy 20-30 cm, wkopane w glinie na głębokość 2,2 m, wystawały nad ziemię około 80 cm.

      Całość tych robót wykonywały również inne kompanie przed 1 września 1939 r. Na przedpolu miałem od lewej: Pętkowice w odległości około 600 m, szosę i wieś Gowinko – odległość 1200 m (nie mam mapy, podaję z pamięci).

 

Sąsiedzi:

- z lewej 1 komp. kpt. Wacława Skubika, jej skrzydło pod leśn. Pętkowice. Zajmowała stanowiska na lesistych wzgórzach poprzez wzg. 142 i dalej na Sopieszyno,

- z prawej w dole, na skraju lasu, z lewej strony i z tyłu kolonii fabrycznej Gościcino – lewoskrzydłowy pluton 3 komp. kpt. Tadeusza Nowickiego, broniącego kompleksu Żydowskiej Góry.

 

      1 komp. miała wysuniętą placówkę przed wzg. 142 w kierunku Gowinka. Na moim przedpolu wystawiłem czujkę podoficerską z kpr. Lenartem, na wzg. 125 za Gowinem (…). Zadanie plutonu: obrona na stanowiskach. Utrzymać je za wszelką cenę, gdyż skrzydłowe kompanie mogłyby być odcięte.

      Miałem łączność telefoniczną z dowódcą batalionu, mjr. Byszkiem (z tyłu w lesie, gospoda strzelnicy Bractwa Kurkowego) oraz z kompaniami 1 i 3. Na moich stanowiskach był punkt obserwacyjny plutonu art. 1 MPS (artylerii 1 Morskiego Pułku Strzelców – red.).

 

      Do 6 września nie było walk na przedpolu plutonu, dopiero tego dnia była walka plutonu ppor. (służby stałej) Ireneusza Ornocha z 3 komp. z rozpoznaniem niemieckim przy szosie Gościcino-Strzebielino, na wysokości wzgórza Gościcino wieś i w prawo od szosy. W tej walce ppor. Ornoch (promocja 1935-1936 r.?) został ranny, kula strzaskała mu łokieć ręki. Odszedł do szpitala, a szkoda ! 3 komp. została przez to mocno osłabiona.

 

      Dwa plutony 2 komp. z por. Penconkiem miały swoje zadania (rozpoznanie, wypady itp.). W tym czasie, gdy mój pluton był na stanowiskach, nie miałem z nimi żadnej łączności.

      W czasie od 1 do 6 września były drobne fragmenty, wyjścia własnych oddziałów na rozpoznania, wielokrotne zupełnie niskie przeloty bombowców, wracających z bombardowania Gdyni, zrzucenie bomb rozpryskowych na stanowiska przez samolot rozpoznawczy, ucieczka ludzi szosą do Wejherowa i wiele innych drobniejszych momentów.

 

      7 września. Od rana walka czujki podoficerskiej z niemieckim rozpoznaniem. Zepchnięcie czujki. Wysłanie drużyny kpr. pchor. Bolesława Sadowskiego do Gowinka, rejon wzg. 125. Równolegle kpt. Skubik wysłał tam drużynę ze swojej kompanii. Walka w Gowinku i pod wzg. 125 z kolarskim rozpoznaniem niemieckim. Rozbicie Niemców przez wspomniane drużyny, wspomagane ogniem moździeży (bardzo celny ogień prowadzony przez kpr. Miśkowa, który tuż przed rozpoczęciem wojny wrócił z Grudziądza, z kursu strzelania moździerzami).

 

      Pod naporem oddziałów niemieckich idących szosą zza wzg. 125, pchor. Sadowski wycofał się na stanowiska. Niemcy zajęli wzgórze 125. Drużyna Sadowskiego już na stanowiskach, przyprowadzili rowery, karabiny, plecaki i inny sprzęt niemiecki. Ogień plutonu własnej artylerii.

      Nawała na wzg. 125, ogień celny. Niemcy spłynęli do tyłu i do lasu w prawo. Podeszli później z prawej do wsi Gowino (lasem). Ze skraju Gowina, spod wzg. 125, rozpoczęli silny ogień broni maszynowej na moje stamowiska.

 

      Na moim odcinku zjawił się płk Pruszkowski: »Nie płoszyć Niemców, chyba, że będą nacierać«. Cały mój pluton ukryty w okopach milczy, ani jednego strzału. Rozkaz, to rozkaz ! – tylko ręce »świerzbią«, bo to przecież pierwsze spotkanie z Niemcami.

      Płk Pruszkowski wyjaśnia mi na boku: »Niech się usadowią i czują bezpiecznie we wsi. Nocą pójdzie na nich wypad«.

      Miałem i ja iść na ten wypad, z tym że na ten czas na moje stanowiska miała przyjść kompania ppor. Olkiewicza (ale bodaj nie zdążyła, była przedtem na wypadzie pod Kackiem).

Fot. 10. Żołnierz polskiej piechoty 1939 r.

z rkm wzór 28 (ręczny karabin maszynowy)

data fot.: 1938 r.; źródło: Internet,

strona Wikimedia Commons: https://commons.wikimedia.org; 

zdjęcie z książki autorstwa A. Zawilskiego pt. "BItwy polskiego września",

Warszawa 1972

 

      Niemcy prowadzą bardzo silny ogień ckm i dwóch działek piechoty na mój, z daleka widoczny, odcinek z lewej strony szosy – to już jest przed wieczorem.

 

      Pluton milczy, nerwy napięte do ostateczności, ale Niemcy nie wyszli z Gowinka. Ich patrole wyszły w kierunku Gowinka przy szosie i wróciły.

 

      Zapadła noc. Płk Pruszkowski znów był na moim odcinku: na wypad pójdzie por. Jan Penconek z dwoma plutonami i por. Michał Śpiegolski (z prawej, bodaj na Robakowo). Jeszcze przed wieczorem słyszałem walkę w rejonie Sopieszyna.

      Wypad poszedł nocą. Wyszedł szosą z lasu, w prawo dróżką za moim prawoskrzydłowym gniazdem.

      Gdy był w dole i dróżką chciał wejść na skarpę, skraj krzaków na wysokości drogi kolonia fabryczna Gościcino-Pętkowice, dostał ogień od lewoskrzydłowego plutonu 3 komp. Trwało to krótko.

Fot. 11. Budynek szkoły powszechnej w Gowinie w dniu jej poświęcenia;

data fot.: czerwiec 1937 r.;

autor fot. Alfred Świerkosz (Wielka Wieś, Hallerowo, Półwysep Helski); 

Zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji; 

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe - Internet,

strona: https://audiovis.nac.gov.pl

 

      Potem nastąpiła straszliwie długa cisza, około 1,5-2 godzin.

      Nagle między godz. 24 a 1 doszły nas wrzaski, strzelanina, rakiety nad Gowinem i wzg. 125.

      Por. Penconek wszedł do Gowina bez strzału. Niemcy spali porozbierani w domach i stodołach. Zaczęła się rzeź… .

      Relację z tego por. Penconek zdał płk. Pruszkowskiemu po powrocie. Por. Penconek powtórzył dosłownie jedno z ćwiczeń aplikacyjnych sprzed wojny, tylko w prawdziwych warunkach.

 

      Opowiadał mi jeden z uczestników [wypadu], że strzelców rozwścieczył widok zakłutego bagnetami dziecka, leżącego obok zabitego cywila w jednym z domów. Dwa działka piechoty zostały zniszczone granatami.”.

 

 

      Ciąg dalszy nastąpi …

 

                                                               Grzegorz Kłos

 

 

Materiały źródłowe:

1) W. Tym, A. Rzepniewski, „Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1979,

2) Biografia /zarys/ porucznika Jana Penconka dowódcy 2-giej kompanii strzeleckiej 1 MORSKIEGO PUŁKU STRZELCÓW W WEJHEROWIE”, opracowali b.oficerowie 1 MPS i uczestnicy walk w obronie polskiego wybrzeża w 1939 r.: płk w st. spocz. Alfons Olkiewicz, por. w st. spocz. mgr Paweł Szefka, por. w st. spocz. Andrzej Chudy,

3) Internet – strona I Liceum Ogólnokształcącego Collegium Gostomianum w Sandomierzu: http://lo1.sandomierz.pl,

4) Internet – witryna „Komendant, Naczelnik, Marszałek. Józef Piłsudski i jego czasy”, strona: jpilsudski.org,

5) Grzegorz Kłos, „Porucznik Jan Penconek obrońca Oksywia 1939 r.” (cz. I, III i IV), Internet, portal „Cyfrowe Archiwum Wilanowa i Okolic”, strona: cawio.pl,

6) Internet, portal dcplayer.pl, opracowanie pt. „Historia jednostki OSP Pęcławice”,

oprac. druh Mateusz Zybała.

 

 

 

POWRÓT