Patron honorowy

Podporucznik Andrzej Chudy
- bohater z kaszubskich okopów cz. II
20 czerwca 2019

 

      Druga Kompania według stanu na dzień wybuchu II wojny światowej wchodził w skład 1-go Batalionu 1 MPS.

      Pod rozkazami 2. Kompanii, dowodzonej przez porucznika Jana Penconka, były 4 plutony żołnierzy, których dowódcami byli podporucznicy: Andrzej Chudy, Franciszek Soppa, Telesfor Sobczak i Leon Brzezicki.

 

      8 września 1939 roku Andrzej Chudy razem ze swoim plutonem bronił przedpola Wejherowa. 1 Batalionem dowodził major Seweryn Byszek. Dowódcą 1. Kompanii 1 MPS był kapitan Wacław Skubik, a 3. Kompanii – kapitan Tadeusz Nowicki.

Fot. 1. Podporucznik Andrzej Chudy

źródło: Szkoła Podstawowa im. por. Jana Penconka w Gowinie

data fot.: brak

 

      Na przestrzeni około 1 km ppor. Chudy zorganizował 3 gniazda oporu:

- prawe z ckm, prawie na końcu płaskowzgórza idącego od szosy w kierunku zachodnim,

- drugie z prawej strony przy szosie, schron ziemny ckm i grupa strzelców,

- z lewej strony szosy trzecie gniazdo z ckm w schronie oraz przy ścieżce z lasu do dw. Pętkowice okopane gniazdo: ckm z ppor. Makuratem.

 

      Tymczasem porucznik Jan Penconek z dwoma plutonami 2. Kompanii miał zadania specjalne (rozpoznania, wypady itp.).

      Janek w godzinach rannych 8 września wraz z 2. Kompanią czekał na rozkazy w lesie wejherowskim przy szosie Wejherowo-Sopieszyno (około 1,2 km od polany Biała i 2 km od wzgórza 142), w rejonie rozwidlenia dróg Wejherowo-Sopieszyno i Wejherowo-Nowy Dwór (Wejherowski).

 

      Tego dnia Niemcy przypuszczają generalny atak na obronę 1 Morskiego Pułku Strzelców, wsparty potężnym ogniem artylerii. Kilka pocisków wybucha tuż, tuż, koło zabudowań na polanie leśnej Biała.

 

      Od świtu 8 września patrole nieprzyjaciela podeszły pod stanowiska obronne. Co najmniej trzy dywizjony artylerii niemieckiej i kilkadziesiąt ich moździerzy rozpoczęły nawałę ogniową na całej linii – jednak główny wysiłek ogniowy skoncentrowany był na pozycje – 1. i 4.  Kompanii 1 MPS.

 

      Szczególnie intensywnie było ostrzeliwane wzgórze 142 i las na północ od Sopieszyna.

      Około godziny 11.00 wzmógł się ogień niemieckich dział wzmocniony wprowadzeniem dywizjonu artylerii ciężkiej.

      Nawała ogniowa została skierowana na pozycje 4. Kompanii pod Sopieszynem (dowódca ppor. Stanisław Skowron) i 1. Kompanii w rejonie wzgórza 142 (dowódca kpt. Wacław Skubik).

 

      Jednocześnie do akcji weszło lotnictwo szturmowe wroga, które bombardowało pozycje obronne i zrzucało ulotki wzywające do poddania się. Na całej szerokości frontu ruszyły do generalnego natarcia liczne hitlerowskie bataliony z Gościcina, Gowina, Ustarbowa, Sopieszyna, Przetoczyna i Szemudu – pod osłoną ognia własnej artylerii podeszły pod polskie pozycje.

Fot. 2. Niemiecki samolot Heinkel He 111 bombarduje polskie wojsko;

miejsce: Prusy Wschodnie; data: wrzesień 1939 r.;

niemieckie zdjęcie propagandowe: Propagandakompanien der Wehrmacht; 

zdjęcie ze zbiorów Archiwum Federalnego Niemiec (Bundesarchiv)

opublikowane na stronie Wikimedia Commons: 

https://commons.wikimedia.org

 

      8 września około południa, licząc się z możliwością przełamania przez Niemców obrony pod Sopieszynem, ppłk Pruszkowski skierował 2. Kompanię, w sile dwóch plutonów (około 80 ludzi), w rejon polany leśnej Biała, w celu pogłębienia obrony lewego skrzydła 1 Morskiego Pułku Strzelców.

      Porucznik Penconek z 2. Kompanią bezwłocznie obsadził polanę - był tam od razu po wydaniu rozkazu (koło południa). Polana leśna Biała, wraz z osadą pod tą samą nazwą, znajdowała się przy samej drodze Wejherowo – Sopieszyno.

 

      Nieprzyjaciel zajął polską linię obrony pod Sopieszynem, nazywaną przez wojskowych zwyczajowo „ryglem” – zdziesiątkowana 4. Kompania zdołała przebić się lasem w kierunku północnym, dołączając częściowo do 1. i 2. Kompanii.

Fot. 3. Polska piechota w natarciu

źródło: Internet, strona: http://www.1wrzesnia39.pl

 

      Około godz. 16.00 w rejonie polany leśnej Biała rozgorzała zacięta i krwawa walka 2. i 4. Kompanii z Niemcami.

      Doszło do zażartych starć, częściowo wręcz, żołnierzy obydwu kompanii z hitlerowcami, którzy mieli olbrzymią przewagę.

      Obopólne straty, po stronie polskiej i niemieckiej, były bardzo poważne.

      W trakcie wykonywania skoku z grupą żołnierzy, porucznik Penconek trafiony w głowę pada i traci przytomność. Zostaje odwieziony do szpitala w Wejherowie.

Fot. 4. Jan Penconek w mundurze wojskowym (data zdjęcia nieznana);

źródło: Szkoła Podstawowa im. por. Jana Penconka w Gowinie

 

      Położenie na odcinku 1 MPS pod Wejherowem w godzinach wieczornych 8 września przedstawiało się następująco: las na północ od Wejherowa opanowany przez nieprzyjaciela; miasto Wejherowo, las miejski na południe od Wejherowa i wysunięty punkt oporu 3. Kompanii na Żydowskiej Górze utrzymane w polskich rękach; punkt oporu 1. Kompanii na wzgórzu 142 pod Pętkowicami trzymał się w ciężkiej walce z nacierającymi baonami Meidowa i von der Ostena, jednak nieprzyjaciel idący tu lasem od Sopieszyna znalazł się na flance i częściowo na tyłach tej kompanii, broniącej się tam przeciwuderzeniami swego odwodowego plutonu.

 

      Ostatecznie obsada wzgórza 142 (1. Kompania) i pozostała po walce pod Białą część 2. i 4. Kompanii zostały odrzucone działaniem oskrzydlającym przez las.

      Nieprzyjaciel opanował połacie leśne na południe od wzgórza 142, rejon polany (osady) Biała i przed zmierzchem osiągnął rozwidlenie szos Wejherowo-Sopieszyno i Wejherowo-Nowy Dwór, tam gdzie jeszcze rano stały odwody 1 Morskiego Pułku Strzelców.

 

      W międzyczasie sytuacja na froncie 8 września 1939 r. pogarsza się z godziny na godzinę.

      W niebronioną lukę na południe od Wejherowa między lewym skrzydłem 1 Morskiego Pułku Strzelców (1 MPS) i prawym skrzydłem IV Baonu Obrony Narodowej pomiędzy (las na odcinku Sopieszyno - Borowo) weszły dwa niemieckie bataliony (I i II Batalion 368. Pułku Piechoty), które pokonując jedynie przeszkody leśne i pola minowe posuwały się w kierunku Zbychowa i Gniewowa.

 

      Zamiar dowództwa niemieckiego był wtedy wyraźny – dwustronne oskrzydlenie polskiego wojska na północ i południe od Wejherowa, odcięcie drogi odwrotu na Kępę Oksywską i zniszczenie wszystkich sił broniących Wejherowa.

 

      Dowódca Pułku, podpułkownik Kazimierz Pruszkowski, nie mogąc doczekać się zapowiedzianego przez pułkownika Dąbka przeciwuderzenia, 8 września 1939 r. około godziny 22.00 wydaje rozkaz wycofania 1 MPS w kierunku na Gniewowo (około 5 km na południowy-wschód od Wejherowa).

 

      Pomiędzy godziną 23 a 24 w nocy z 8 na 9 września połowa 2. Kompanii 1 MPS wycofała się w rejon Gniewowa. Również po godzinie 22.00 ppłk Pruszkowski wydał rozkaz 2. Kompanii (bez plutonu ppor. Chudego) rozpoznawania terenu w kierunku na Rumię.

Podpułkownik Pruszkowski zbiera pododdziały, które są w marszu, i będzie bronił miasta.

 

      Po drodze w Redzie podporucznik Chudy przygarnia około 12 strzelców z kapralem Busiem, z rozbitego pod Białą II plutonu 2. Kompanii porucznika Penconka.

      Kapral Buś przebił się lasem do Redy. Dowódca III plutonu 2. Kompanii 1 MPS, podporucznik Brzezicki zaginął po starciach pod Białą.

 

      Kontynuujemy relacje podporucznika Andrzeja Chudego z 2. Kompanii 1 Morskiego Pułku Strzelców (1 MPS) w Wejherowie z okresu walk z Niemcami we wrześniu 1939 roku:

 

       „(…) 8 września. O świcie widać okopujących się Niemców na wzg. 125. Później zaczęła strzelać artyleria nieprzyjaciela, zwłaszcza na kierunek 1 komp. – wzg. 142 (Sopieszyno zasłaniał mi las).

      Na wzg. 125 widać zmasowanych Niemców, nie ma na co czekać: zarządziłem ogień poszerzany moździerza (kilka lub kilkanaście strzałów jeden po drugim na tej samej odległości oddawane w lewo lub prawo obok siebie).

      W tym widać nawałę ognia naszego plutonu artylerii. Ogień bardzo celny, trwał krótko, moździerz strzelał dalej.

      Miał trafienia w widoczne na horyzoncie gniazda nieprzyjaciela.

 

      Około godziny 9 tyraliery nieprzyjaciela spłynęły ze wzg. 125 w moim kierunku. W ogniu czterech ckm i moździerza zaległy w kartofliskach na wysokości drogi Gowino-Gowinko, pod wzg. 125 i dalej ani rusz – nie chcą wyjść na otwarte pole ścierniska.

      Dopiero teraz na własnej skórze przekonali się, że moje przedpole jest dobrze powiązane ogniem.

 

Fot. 5. Okolice Wejherowa na przedwojennej mapie wojskowej;

Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1937; skala: 1:100000

źródło: Internet - strona: http://maps.mapywig.org; 

na mapie widać miejsca walk polskiego wojska dn. 8 września 1939 r.:

m.in. droga Wejherowo-Gowinko (skraj lasu), Polana Biała i okoliczny las,

wzgórze 142,7, Sopieszyno, Żydowska Góra;

cyfry występujące w nazwach (cechach) wzgórz oznaczają

wysokość danego wzniesienia (ilość metrów nad poziom morza)

 

      W lewo słyszałem nawały artyleryjskie i widziałem wzg. 142 spowite wybuchami pocisków i dymem.

      Artyleria z rzadka strzelała po moich stanowiskach. Widziałem ogień artylerii na Żydowską Górę a od strony Kłębowa tyraliery Niemców, posuwających się w kierunku 3 komp.

Fot. 6. Niemieccy żołnierze Wehrmachtu (wojska lądowe lub lotnictwo)

na ćwiczeniach w Warszawiedata: wrzesień lub październik 1939 r.;

autor: Heinz Rutkowski; niemieckie zdjęcie propagandowe:

Propagandakompanien der Wehrmacht - Heer und Luftwaffe; 

zdjęcie ze zbiorów Archiwum Federalnego Niemiec (Bundesarchiv)

opublikowane na stronie Wikimedia Commons: https://commons.wikimedia.org

 

      To już nie przelewki. Byłem w stałej łączności telefonicznej z mjr. Byszkiem, połączyłem się z kpt. Skubikiem. Słyszałem jego opanowany głos: »Ależ leją łobuzy, ogłuchłem całkiem«.

      Za chwilę rozmowa nagle urwała się – kabel przerwany.

Fot. 7. Kapitan Wacław Skubik (ur. 15.01.1908 r.), dowódca 1. Kompanii

w 1. Baonie 1 Morskiego Pułku Strzelców; poległ 13.09.1939 r. (Babi Dół),

spoczywa: Cmentarz Obrońców Wybrzeża, Gdynia-Redłowo, XIX/51; 

źródło: Grzegorz Piwnicki, Bogdan Zalewski, „Tradycje bojowe

i dzieje morskich pułków strzelców 1. Wejherowskiego

i 2. Gdyńskiego 1920-2000”, Gdynia 2008

 

      Było około dwunastej. Moi Niemcy leżeli spokojnie, z rzadka strzelali z broni maszynowej. Widać, jak od strony pojedynczego domku na zagięciu lasu na płd. zach. od Gowina przesuwali się Niemcy w kierunku Gowina. Widać tylko dach domu.

Fot. 8. Żołnierze niemieccy podczas akcji zwiadowczej; 

data fot.: 1939-1945 r.; autor: nieznany; Zespół: Wydawnictwo Prasowe

Kraków-Warszawa; źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe -

Internet, strona: https://audiovis.nac.gov.pl, sygn. 2-4146.

 

      Kazałem przygotować ogień moździerza. Kilka pocisków zapaliło ten dom na zagięciu lasu. Miałem dobry punkt obserwacyjny na drzewie, na skraju lasu.

 

      Przyszedł kapitan Makarowski. Podałem mu w dół (obydwaj mieliśmy mapy): tyraliery nieprzyjaciela w kilku rzutach w rej. Dąbrówki, przed Przetoczynem i hen daleko przed Szemudem.

 

      Wstrzeliwanie plutonu artylerii, teren pokryty i częściowo zakryty. Słabo było widać wybuchy pocisków, był to zresztą zasięg ogniowy plutonu art. [artylerii – red.], który strzelał ze wzgórza koło dworku Keyserlinga w Wejherowie.

      Pluton art. oddał kilka salw. Nagły ogień niemieckiej broni maszynowej na skraj lasu uniemożliwił mi dalszą obserwację – pryskały gałązki na moim drzewie.

      Kpt. Makarowski próbował jeszcze prowadzić ogień z PO art. [punkt oporu artylerii – red.] przy szosie, gdzie był jego podoficer.

 

      Moje ckmy strzelały ogniem celowanym [ogień bezpośredni do widocznego celu – red.], tłumiąc w zarodku każdy ruch niemieckich tyralier, które do tego czasu nie przeszły drogi Gowino-Gowinko. Ogień na wzg. 142 przycichł.

Fot. 9. Polska obsługa działka 37 mm;

źródło: Internet - portal konflikty.pl, strona: www.konflikty.pl

 

      Telefonował kpt. Nowicki i prosił o wsparcie ogniem moździerza, bo pękła obroża jego moździerza i nie mógł strzelać.

      Prosiłem aby przysłał moi lasem swój wóz amunicyjny z pociskami do moździerza – otrzymałem go później.

 

      Widać zmasowane tyraliery nieprzyjaciela na wzgórze Gościcino-wieś, okrakiem na szosie od strony Kłębowa, aż po zalesione wzgórze w prawo.

 

      Kpt. Nowicki mówił, że Niemcy weszli do fabryki mebli. W niecce z prawej strony szosy widać ogień własnego plutonu art., pod którym niemieckie tyraliery rozbiegły się.

      Wyciągnąłem moździerz do szosy. Widać było komin fabryki mebli. Ale to równo 3000 m, a więc zasięg moździerza.

      Posłałem kilkanaście pocisków w dół, w rejon fabryki, której teren był dla nas zakryty. Na moim przedpolu pojedyncze ujadanie karabinów maszynowych. Przeszedłem ma moje mp. [miejsce postoju – red.] w lewo od szosy.

      Niewiele mogłem pomóc moździerzem kpt. Nowickiemu, a przesuwać moździerz w prawo – za daleko.

 

      Było około godz. 16.00. Na odcinku 1 komp. zaległa niesamowita cisza.

      Z boku, lasem z lewej, przybiegł strzelec w poszarpanym mundurze, bez hełmu i karabinu, błędny wzrok. Pytam go: »skąd ?«. Chaotyczny bełkot: »Niemcy rozbili schron, weszli lasem od tyłu – zabici …«. Byłem wściekły, że przyszedł bez karabinu.

      Całe szczęście, że moi strzelcy z odwodu znali go. Pamiętam do dziś, nazywał się Skowronek z 1 komp.

      Kazałem dać mu niemiecki karabin, jeść i aby odpoczął, gdyż cały dogotał. Żal mi go było, nie przypuszczałem, że człowiek może być tak wystraszony. W następnych dniach walki widziałem więcej i już nie dziwiłem się tak.

Fot. 10. "3 sierpnia 1937 r. Uroczystość wręczenia sztandaru 1 MPS. D-ca Floty,

admr. Urung wbija gwóźdź(opis z metryczki fot.); miejsce: Wejherowo, 

źródło: Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni; 

zdjęcie ze zbiorów płk. Kazimierza Pruszkowskiego (przekazane w 1958 r.); 

przypis redakcji CAWIO: żołnierz trzymający sztandar (pierwszy z lewej)

- kpt. Wacław Skubik (ur. 15.01.1908 r.), dowódca 1. Kompanii w 1. Baonie   

1 Morskiego Pułku Strzelców (zm. 13.09.1939 r., Babi Dół),

spoczywa: Cmentarz Obrońców Wybrzeża, Gdynia-Redłowo, XIX/51.

 

      Gdy spojrzałem na wzg. 142 – zmroziło mnie. Z kpt. Skubikiem nie miałem łączności od południa. Przez lornetkę widziałem wyraźnie rojących się na tym wzgórzu Niemców, na wzgórze wjeżdżało dwóch konnych. Biegiem ściągnąłem najbliższe dwa ckm, rozkaz do moździerza i na komendę otwarty ogień dwa ckm i moździerz.

      Mimo odległości, na wzg. 142 zakotłowało się.

      Niemcy rozbiegli się do lasu.

 

      Nagle w prawo, na drodze wiodącej gdzieś zza wzgórza w lewo od Gowinka, w kierunku w prawo od wzg. 142 pod wejściem do wąwozu, zobaczyłem kolumnę nieprzyjaciela [Niemcy prawdopodobnie byli na drodze polnej z Gowina do polany leśnej Biała, której obroną  kierował porucznik Jan Penconek – red.].

      Znów ześrodkowanie ognia długimi seriami i ogniem moździerza.       Ale tu było dalej – 2200-2400 m. Zakurzyło się na drodze, Niemcy rozbiegli się i wpadli do wąwozu.

 

      Na moim przedpolu zrobiła się cisza. Za jakiś czas zobaczyłem kolumienki Niemców idących drogą z Gowina do Gowinka.

    Fot. 11. Niemieccy żołnierze przekraczają granicę polską we wrześniu 1939 r.

zdjęcie ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku opublikowane

na stronie Fundacji Liberation Route Europe: https://liberationroute.pl

 

      Znów ześrodkowania ognia. Tu było już bliżej. Niemcy rozbiegli się w tyraliery na całej przestrzeni od Gowina do Gowinka i zaczęli formalnie natarcie.

      Trzeba przyznać, że odbyło się to jak na placu ćwiczeń: skoki, krycie ogniem.

      Wściekły ogień padł na moje lewe gniazdo przy szosie i na schron z prawej. Mimo wszystko była to dla nich nierówna walka: teren odkryty, widoczny z moich stanowisk jak na dłoni, zwłaszcza dla ckm ppor. Makurata.

 

      Do wąwozu ciągnącego się przed moimi stanowiskami od Pętkowic w kierunku na Gościcino, dobiegło skokami tylko kilkunastu Niemców.

      Ponieważ od strony krzaków z prawej przed wąwozem miałem teren zakryty, mój moździerz zaczął strzelać ciężkimi pociskami (6,5 kg – można strzelać do 800 m). To było już przed wieczorem.

 

      W prawo, na kierunku 3 komp., tyraliery nieprzyjaciela zeszły w dół. Słychać było »młócenie grochu« i ogień artyleryjski. W tym czasie z lewego skrzydła przybiegł do mnie ppor. Makurat. (Przedtem na skraju lasu, gdzie było jego stanowisko, słyszałem krótką, gwałtowną strzelaninę).

      Nie miał on osłony, był tam tylko z obsługą i w czasie, gdy strzelał bocznym ogniem do Niemców, którzy usadowili się na skraju Gowinka przy szosie, został ostrzelany z tyłu, z lasu.

 

      Natychmiast odwód – część drużyny z gniazda i obsługę moździerza skierowałem na rygiel, zagięty w lewo w lesie. (W walce nie używałem działka. Miało strzelać tylko w razie pojawienia się czołgów, aby nie zdradzać stanowiska – a szkoda !).

      Zameldowałem telefonicznie mjr. Byszkowi o sytuacji, prosiłem o posiłki. O ile bowiem Niemcy uderzyliby lasem – nie miałem tyle odwodów, aby powstrzymać ich. Major obiecał przysłać pomoc.

Fot. 12. Niemiecki ostrzał artyleryjski w Beskidzie Zachodnim; 

data fot.: 4.09.1939 r.; z archiwum T. Wiśniewskiego; 

źródło: Internet, strona: nowahistoria.interia.pl

 

      Z rejonu skraju Gowinka Niemcy nadal prowadzili ogień. Gdzieś daleko w lesie, w lewo, słyszałem strzelaninę. [Najprawdopodobniej były to odgłosy walki 5 komp. bez plutonu na polanie leśn. Biała – red.].

 

      Zebrałem na rygiel wszystko, co mogłem, bez osłabiania stanowisk obronnych. Po jakiejś pół godzinie przyszedł pluton strzelecki. Odprowadziłem go na skrzydło plutonu, miał przejść lasem do leśn. Pętkowice.

      Zaraz zrobił się wieczór. Strzelanina na przedpolu trwała.

 

      Wystawione czujki wzdłuż szosy przy wąwozie przybiegały, ostrzelane przez Niemców. Miałem tego dość ! Jeszcze za dnia kpt. Miśkow miał przygotowany ogień na stodoły ze słomą (już wymłócone) i niemiecki dwór w Pętkowicach.

      Kazałem to podpalić ciężkimi pociskami moździerza. Po kilku pociskach zrobiło się jasno jak w dzień. Z kpt. Nowickim miałem łączność telefoniczną. Z okopów widać było przedpole, nie trzeba było wystawiać czujek.

 

      W pewnym momencie strz. Waloszczyk poprosił mnie do telefonu. Mjr Byszek oznajmił mi, że przerywa łączność telefoniczną, dostanę rozkaz na piśmie (była to zresztą ostatnia moja rozmowa z nim aż do zakończenia walk).

 

      Była godzina około 19-20. Dopiero o godz. 21 przyszedł goniec – błądził w lesie. Rozkaz o wycofaniu dostał o godz. 20. Mój zastępca, ppor. Sobczak, który przez cały czas był przy prawoskrzydłowym gnieździe, ściągnął prawe skrzydło, Szefka – biedki ze strzelnicy (tam już nie było nikogo), Makurat – cekaemy. Resztę plutonu z prawej zebrał pchor. Sadowski.

 

      Ubezpieczeni, w pełnym porządku doszliśmy przez las do szosy i zatrzymaliśmy przy strzelnicy Bractwa Kurkowego, czekając na kompanię kpt. Nowickiego.

      Zgodnie z rozkazem, na stanowiskach zostawiłem kpr. Bednarskiego + 3 strzelców. Miał tam być do godz. 1.00 w nocy z 8 na 9 września i wycofać się za nami w kierunku Gniewowa.

 

      Po przybyciu kpt. Nowickiego i por. Witoszyńskiego (obecnie w Kanadzie /1960 r. – red./) z cekaemami, ruszyliśmy skrajem Wejherowa, ul. Strzelecką, później koło »Keyserlinga« – na Śmiechowo.

      Kpt. Nowicki miał tylko pluton strzelecki, nie mógł doczekać się na resztki [swej kompanii].

      Szedłem na  szpicy z jego plutonem, mój pluton z moim zastępcą, ppor. Sobczakiem, szedł jako szpica tylna.

      W Śmiechowie czekaliśmy jeszcze na resztę 3 komp., ale na próżno. Poszliśmy lasem i już chyba po północy osiągnęliśmy skraj lasu polany Gniewowskiej.

 

      Nie wiedzieliśmy nic o ogólnej sytuacji 1 MPS [1 Morskiego Pułku Strzelców – red.]. Bodaj na tym skraju przyszedł do nas strzelec meldując, że przed wieczorem była tu walka (tego fragmentu już nie pamiętam dokładnie, waliłem się z nóg ze zmęczenia i niewyspania; zresztą wszyscy byli bardzo pomęczeni i fizycznie, i psychicznie).

 

      Z polecenia kpt. Nowickiego wysłałem patrol do Gniewowa. Po jakimś czasie usłyszeliśmy strzał z karabinu, huk granatu i zapadła cisza. Patrol wrócił, ale strz. Dopke zaginął: natknęli się na Niemców w Gniewowie, na drodze w prawo (bodaj do Zbychowa).

      Kpt. Nowicki wysłał więc patrol w kierunku leśn. Marianowo. Denerwowało mnie to, bo żołnierze roześpią się i później trudniej będzie ich ruszyć. Według mnie raczej należało gęstym szykiem przejść plutonem przez Gniewowo i, w razie napotkania Niemców, uderzyć.

 

      Kpt. Nowicki nie chciał ryzykować: mieliśmy za dużo sprzętu, sytuacja nie była jasna. Wyszły znów patrole bokiem na Gniewowo. Wóz amunicyjny mojego plutonu ugrzązł w piachu w lesie, przed polaną Gniewowo.

      Kpt. Nowicki nie zgodził się, aby wyprząc konia (a na biedkach było po dwa ckm, bo nie wszystkie biedki zostały zabrane z Żydowskiej Góry) i pomóc ściągnąć wóz, bo możemy ruszyć w każdej chwili.

 

 

Fot. 13. Okolice Wejherowa, Redy i Rumii na wycinkach przedwojennych

map wojskowych; Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1937 (str. lewa)

i 1938 (str. prawa); skala: 1:100000; źródło: Internet - strona:

http://maps.mapywig.org; na mapie widać miejsca pobytu i walk

polskiego wojska we wrześniu 1939 r.: m.in. Wyspowo, Zbychowo,

Gniewowo, Biała Rzeka (Kanie Budy), Reda, Rumia

 

      W tym czasie wrócił patrol z Gniewowa i … na końcu wsi spotkał kwaterujący pluton artylerii 1 MPS ! Aż nas »zatkało« !

      Szybki marsz, gnębiło mnie tylko pozostawienie mojego wozu amunicyjnego. Mój pluton szedł z tyłu kolumny, zostałem i zastanawiałem się, jak wyciągnąć ten wóz.

 

      Nagle na skraju Gniewowa, w podwórzu, widzę parę koni zaprzągniętych do pustego chłopskiego wozu. Z tyłu dołączył kpr. Bednarski, który wrócił z Wejherowa.

      Świta. Krótkie polecenie: zabrać wóz, przeładować amunicję ! Sam idę dalej. Mój pluton, jako ostatni, oddalił się ode mnie o jakieś 50 m. Został jakiś podporucznik rezerwy.

      Było mi zimno bez płaszcza – dał mi mały zielony koc. Okryłem się i idziemy z tyłu.

 

      Nagle od strony kolumny doszły jakieś głosy i głosy z prawej po minięciu wsi. W powietrzu lekka szarzyzna świtu – lornetka – i zamroziło mnie: w odległości jakieś 100-150 m, na wzgórzu przed lasem widzę grupy Niemców, niektórzy z długimi łopatami w rękach (przedtem cywilni robotnicy robili tam okopy).

      Widzę trzy gniazda ckm. Wszyscy stoją i patrzą. Kolumna idzie, mój oficer rezerwy zrobił ruch jakby do biegu.

      Krótkie: »Idziemy wolno, nie biegnij«. Mróz »ściągnął« mi kręgosłup, ale idziemy spokojnie.

 

      Kolumna przyśpieszonym marszem wchodzi na przeciwległy skraj lasu polany Gniewowskiej. My jesteśmy jakieś 60-80 m od kolumny. Wieki trwał nasz spokojny marsz. Mój kolega był śmiertelnie blady, ja chyba również tak wyglądałem.

Fot. 14. "3 sierpnia 1939 r. Defilada 1 MPS w Wejherowie

(opis z metryczki fot.)źródło: Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni; 

zdjęcie ze zbiorów płk. Kazimierza Pruszkowskiego (przekazane w 1958 r.)

 

      Wreszcie zbawczy las. Na skraju kpt. Nowicki nakazał szybki marsz na Rumię.

      Wtem zaczęło się ujadanie cekaemów nieprzyjaciela.

 

      Krótko: gdy kolumna znalazła się na wysokości Niemców, ci zaczęli krzyczeć: »Welche Kompanie?« [»Która Kompania?« – red.].

      Por. Witoszyński odpowiedział podobno »Zweite!« [»Druga!« – red.]. Tak opowiadano później, ja z tyłu słyszałem tylko głosy.

 

      Niemcy rozpoczęli ogień do jakiejś zapóźnionej grupki strzelców 3 komp., gdy ci wyszli ze wsi Gniewowo. Grupka cofnęła się do wsi. Było dwóch rannych, których później zabrał mój woźnica wozu amunicyjnego z kpr. Bednarskim i przez Marianowo przyjechali do Redy. Tam spotkałem ich później.

 

      Mój woźnica (był to strzelec, który niedawno przebył operację ślepej kiszki i dlatego objął tę funkcję) był mocno »na bańce«, jak określiłby Wiech. Darowałem mu 3/4 litra koniaku z mojej torby oficerskiej, bo mówił, że jechało mu się lepiej przez Marianowo, gdy Niemcy z daleka strzelali do niego.

Przywiózł naturalnie całą amunicję (…)”.

 

      Ciąg dalszy nastąpi … .

 

 

                                                                   Grzegorz Kłos

 

 

Materiały źródłowe:

1) W. Tym, A. Rzepniewski, „Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1979,

2) Biografia /zarys/ porucznika Jana Penconka dowódcy 2-giej kompanii strzeleckiej 1 MORSKIEGO PUŁKU STRZELCÓW W WEJHEROWIE”, opracowali b.oficerowie 1 MPS i uczestnicy walk w obronie polskiego wybrzeża w 1939 r.: płk w st. spocz. Alfons Olkiewicz, por. w st. spocz. mgr Paweł Szefka, por. w st. spocz. Andrzej Chudy,

3) Grzegorz Kłos, „Porucznik Jan Penconek obrońca Oksywia 1939 r.” (cz. V i VI), Internet, portal „Cyfrowe Archiwum Wilanowa i Okolic”, strona: cawio.pl.

 

 

 

 

 

POWRÓT