Patron honorowy

Podporucznik Andrzej Chudy
- bohater z kaszubskich okopów cz. III
13 lipca 2019

      Po dojściu do Redy 1 Morskiego Pułku Strzelców, jego dowódca, podpułkownik Kazimierz Pruszkowski, zarządza tam odprawę we wczesnych godzinach rannych w sobotę 9 września 1939 r.

      Jest jeszcze ciemno, gdy w pokoju telefonicznym poczty w Redzie komunikuje wszystkim dowódcom batalionów i kompanii rozkaz, który około północy otrzymał od Szefa Sztabu Lądowej Obrony Wybrzeża: „Pułk przechodzi do obrony Redy”.

      Podczas tej samej narady ppłk Pruszkowski wydaje szczegółowe rozkazy dla dowódców oddziałów. Od północy (w Ciechocinie) osłonę obrońców Redy stanowi I pluton 2. Kompanii 1 MPS pod dowództwem podporucznika Andrzeja Chudego, a od południa Redę ma bronić Wejherowska Ochotnicza Kompania Harcerska na stanowiskach w Białej Rzece.

Fot. 1. Miasto Reda na pocztówcedata: 1906-1918 r.;

źródło: Internet, strona: fotopolska.eu; przypis red. CAWIO, 

opisy zdjęć: fot. lewa górna - ulica Dorfstrasse; fot. prawa górna - kościół;

fot. lewa dolna - szkoła; fot. prawa dolna - stacja kolejowa

 

      Na zachód od Redy pułkownik Pruszkowski ubezpiecza obronę silnymi pododdziałami rozpoznawczymi, wzmocnionymi bronią maszynową; na Gniewowo (ok. 4 km na południowy-zachód od Redy) wyszła 6. Kompania dowodzona przez podporucznika Alfonsa Olkiewicza, a na Zbychowo - Biała Rzeka lasami (ok. 5,5 km na południowy-zachód od Redy) – 2. Kompania w sile dwóch plutonów, nad którą, po odniesieniu przez porucznika Penconka ran dzień wcześniej pod Białą, objął tymczasowo dowództwo kapitan Stanisław Kossek (lat 39). Z 2. Kompanią pod dowództwem kpt. Kosska idzie jeszcze jeden pluton 5. Kompanii 1 MPS i zwiad konny – mają zadanie rozpoznawania (patrolowania) terenu, a pod naporem nieprzyjaciela cofania się w razie czego na Redę i Białą Rzekę, opóźniając ruchy Niemców, czyli cofać się i stawiać opór w walce. Pułk uzupełnił zapas amunicji. Rankiem 9 września 1 Morski Pułk Strzelców był gotowy do obrony Redy. 

      Kapitan Kossek z samego rana wyrusza z Rumii na czele 2. Kompanii i reszty przydzielonego wojska lasami na północ w kierunku na Białą Rzekę. 

      Podporucznik Olkiewicz w tym czasie wymaszerowuje z 6. Kompanią z Redy na Gniewowo.

 

 

Fot. 2. Okolice Wejherowa, Redy i Rumii na wycinkach przedwojennych

map wojskowych; Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1937 (str. lewa)

i 1938 (str. prawa); skala: 1:100000; źródło: Internet - strona:

http://maps.mapywig.org; na mapie widać miejsca pobytu i walk

polskiego wojska we wrześniu 1939 r.: m.in. Wyspowo, Zbychowo,

Gniewowo, Biała Rzeka (Kanie Budy), Reda, Rumia

 

      W dalszym ciągu prowadzony bez przerwy ostrzał chwilami wzmagał się. Niemcy ogniem artylerii i miotaczy zasypywał rozpoznane polskie stanowiska obronne skąd kierowany był ogień, burząc i uszkadzając zajęte przez piechotę budynki.

Zaczęły napływać meldunki o braku amunicji w niektórych oddziałach.

 

       Oto dalszy ciąg opowiadania podporucznika Andrzeja Chudego:

[9 września 1939 roku – red.]

 

      „(...) Po marszu z polany Gniewowskiej doszliśmy do Rumii (tam były już oddziały polskie) i stąd dotarliśmy aż na 14,4 na Kępie Oksywskiej (14,4 – punkt wysokościowy, wzniesienie blisko skraju Kępy Oksywskiej – red.).

      Krótki odpoczynek i znów marsz do Redy (tam właśnie spotkałem wóz amunicyjny). W Redzie zająłem bezzwłoczne stanowiska na wzgórzu między torem kolejowym a szosą Reda-Wejherowo.

      Na wzgórzu tym spotkałem mjr. Zagłobę-Smoleńskiego, kilku oficerów i strzelców – razem około 25-30 ludzi. To było wszystko co zostało z V Kaszubskiego Batalionu Obrony Narodowej.

Mieli francuskie karabiny Lebele czy Berthiery i bodaj dwa rkm (ręczne karabiny maszynowe – red.) szoszatyfrancuskie , z rączką u góry, jak u walizki. Nie wiem czy z tego można było strzelać. Było mi ich żal ... .

Fot. 3. Podporucznik Andrzej Chudy

źródło: Szkoła Podstawowa im. por. Jana Penconka w Gowinie

data fot.: brak

 

      Wkrótce potem dostałem od kpt. Nowickiego, który przyszedł do Redy z kompanią, rozkaz, że zluzuje mnie ppor. Józef Kamiński z 3 komp., który wrócił właśnie lasem spod Wejherowa. Ja mam iść na rozpoznanie do Ciechocina i pozostać tam.

      Mam rozpoznać wylot szosy z Ciechocina do lasu, za torem kolejowym w kierunku Pucka. Porozmieszczałem strzelców, zmęczonego i zadyszanego (tusza!) Kamińskiego i poszedłem do Ciechocina.

      Po drodze, w Redzie, przygarnąłem około 12 strzelców z kpr. Busiem, z rozbitego pod Białą II plutonu 2 komp. (ppor. Brzezicki). Kpr. Buś przyszedł lasem do Redy. Szybko weszliśmy do Ciechocina.

 

      Było około godz. 10. Posłałem kpr Busia z jego strzelcami na osłonę do dworku z prawej strony wsi (od strony bagien).

      Z marszu wysłałem kpr. pchor. Bolesława Sadowskiego i czterech strzelców z rkm jako patrol w kierunku domków pod lasem (za torem kolejowym).

      Potem miała być tam ewentualna czujka podoficerska. Jedna drużyna w prawo od szosy, północnym skraju wsi, druga – z lewej, do rozciągniętej w lewo od szosy grupy domów, reszta plutonu w odwodzie (miałem tylko swój pluton, bez ckm).

 

      W trakcie rozmieszczania drużyn odwód (rezerwowi żołnierze – red.) wypuszczał z zagród i stajen krowy, konie, świnie – ludność uciekła widocznie w popłochu, a ten inwentarz żywy krzyczał, ryczał, aż było nieprzyjemnie. We wsi widać było leje od pocisków artyleryjskich.

 

      Usłyszałem strzał od strony domków pod lasem (była tam zagroda: dom, stodoła i stajnia). Zaraz potem kilka strzałów z kb i zobaczyłem wyskakujących z lasu do zagrody strzelców z patrolu pchor. Sadowskiego i równocześnie grzechot wystrzałów od strony lasu. Odezwały się cekaemy nieprzyjaciela. Moje dwa erkaemy rozpoczęły ogień do skraju lasu i na wzgórze z lewej strony szosy. Zagroda stanęła w płomieniach.

Fot. 4. Polska piechota 18 Pułki podczas bitwy nad Bzurą; 

data: wrzesień 1939 r.; autor: nieznany;

fot. z książki Apoloniusza Zawilskiego pt. „Bitwy Polskiego Września”, 1972; 

opublikowane na stronie Wikimedia Commons: https://commons.wikimedia.org

 

      Zaraz potem stanęły w płomieniach zabudowania północnej części wsi Ciechocino.

      Niemcy strzelali pociskami zapalającymi. Niewiele mogłem zrobić nieprzyjacielowi dwoma rkm i ogniem kb. Rozpoczęło się zmaganie ogniowe, bardzo nierówne. Odczułem duży niepokój o los Sadowskiego i strzelców. Myślałem, że zdoła się wycofać w prawo, kartofliskami do toru kolejowego i na bagna. Nie wiedziałem wtedy, że ze wzgórza z lewej strony szosy dosięgły ich pierwsze serie niemieckich kaemów, gdy wybiegali z płonących zabudowań w prawo na kartofliska.

      Dopiero 10 września na Kępie (Oksywskiej – red.) dołączył strz. Skok, który nocą wyczołgał się na bagna i stąd do Kazimierza.

 

      Sadowski i trzej strzelcy zostali zabici (leżą na cmentarzu w Redzie). Poniosła ich pasja żołnierska. W lesie, przy szosie, ostrzelali kolumnę samochodów nieprzyjaciela i, wierni zadaniu, nie wycofali się w prawo lasem, ale do tyłu, do zagrody, przyjmując walkę. Zresztą nie mogli już inaczej.

Fot. 5. Niemiecki oddział Wehrmachtu jedzie przez ruiny wysadzonego krótko wcześniej przez cofające się Wojsko Polskie wiaduktu kolejowego;

miejsce: Polska, koło Tarnowskich Gór; data: wrzesień 1939 r.;

źródło: zdjęcie ze zbiorów Archiwum Federalnego Niemiec (Bundesarchiv) opublikowane na stronie Wikimedia Commons: https://commons.wikimedia.org

 

      Wojsko niemieckie jechało wieloma samochodami szosą z kierunku Rekowa do Ciechocina. Potwierdził to w 1959 r. właściciel odbudowanej zagrody, Hallmann, gdy dla siostry pchor. Sadowskiego odtwarzałem jego dane do aktu zgonu.

 

      Zmaganie ogniowe trwało długo. Z tyłu nadszedł patrol z 3 komp. Przekazałem kpt. Nowickiemu meldunek. Odezwały się nasze cekaemy z tyłu, z Redy (z młyna), na wzgórze z lewej strony szosy, na skraju lasu, ale niewiele mogli mi pomóc. Zabudowania Ciechocina zasłaniały im widok na wprost.

 

      Niemcy rozpoczęli systematyczne palenie zagród w Ciechocinie. Zwłaszcza stodoły, pełne zboża, momentalnie stawały w ogniu od pocisków zapalających. Żar pożarów uniemożliwiał wykorzystanie zabudowań jako osłony, czy zakrycia – nieprzyjaciel strzelał z górujących stanowisk.

      Odezwały się moździerze nieprzyjaciela i rzadki ogień artylerii. Nie mogłem sięgnąć punktu obserwacyjnego nieprzyjaciela na wystającym ponad las, porosłym krzakami wzgórzu z trygonometrem: nawet dla erkaemu było za daleko, aby go zniszczyć. Z punktu tego widać było każdy ruch między zabudowaniami. Wiedziałem, że jestem na skrzydle naszej obrony.

 

      Było wiele takich fragmentów walki, że strzelcy nie wytrzymywali nerwowo, ale trzymali się plutonu. Napięcie nerwów wzrastało. W pewnym momencie z prawej strony wsi zobaczyłem wycofujących się strzelców z kpr. Busiem. Szybko pobiegłem, zatrzymałem. »Niemcy idą od bagien« - usłyszałem.

      Wtedy dopiero przyjrzałem się kpr. Busiowi. W poszarpanym pokrwawionym mundurze, pochwa bagnetu zakrwawiona, oczy jakieś błędne, twarz szara, zmęczona. Na moment przypomniałem sobie z opowiadań krótkie fragmenty z wypadu nocnego na Gowino i o walce pod Białą. Była to reakcja człowieka, »który pierwszy raz zabijał twarzą w twarz«.

 

      Odesłałem kpr. Busia do tyłu, do młyna, aby wypoczął. Jako dowódcę dałem kaprala z plutonu i poszedłem ze strzelcami Busia do dworku. Przez lornetkę zobaczyłem krowy pasące się na łące. Lornetkę po kolei dawałem strzelcom do oczu. Potem, spokojny już o nich, wróciłem do plutonu w przedniej części wsi.

 

      Bałem się, że wyjdzie natarcie niemieckie. Odesłałem grupę strzelców do tyłu, do murowanego domu w środku wsi, jako głównego punktu oparcia na wypadek silnego natarcia niemieckiego i zepchnięcia do tyłu przednich grup strzelców. Dom ten stał przy szosie, obok niego odchodziła ścieżka do dworku w prawo. Aż do wieczora jednak natarcie niemieckie nie wyszło. Przed zmrokiem zebrałem cały pluton w podwórzu tego murowanego domu. Niemcy strzelali już z rejonu spalonej zagrody pod lasem, miałem złe przeczucie co do losu pchor. Sadowskiego i jego strzelców.

 

     Strzelcy plutonu – pomęczeni i niewyspani – ledwie trzymali się na nogach.

      Wystawiłem ubezpieczenia, pozostałych zgromadziłem w domu. Był jakiś stary patefon, kazałem nastawić płyty, chciałem poprawić smętny nastrój strzelców. Gdy zapadła noc, wyprowadziłem wszystkich na podwórze. Bałem się, że w razie zaskoczenia, rozespani strzelcy nie zdążą wyjść z domu. Zaczęła się makabryczna noc.

Fot. 6. Chwila odpoczynku żołnierzy 1 Morskiego Pułku Strzelców

na Kępie Oksywskiej pomiędzy walkami z Niemcami (wrzesień 1939);

źródło: W. Tym, A. Rzepniewski, „Kępa Oksywska 1939. Relacje uczestników

walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1985

 

      Nieprzyjaciel strzelał nadal po wsi, nasze cekaemy z młyna strzelały w kierunku wzgórz przy lesie, ich serie trzaskały z lewej strony wsi. Czujki i posterunki zasypiały natychmiast po ich wystawieniu – nie pomagała moja interwencja.

      Nawet podoficerowie, wystawieni na czujki, zasypiali po kilku minutach. W pewnym momencie na odsłonięte od tyłu podwórze murowanego domu poszły długie serie naszego ckm z tyłu (bodaj z rejonu piekarni). Jakiś strzelec został ranny, powstało zamieszanie. Za chwilę znów długa seria na mój dom i podwórze.

 

      Wysłałem gońca do młyna, potem drugiego, trzeciego, wreszcie mojego zastępcę, ppor. Sobczaka. Nikt nie wrócił z tyłu, a ckm »okładał« dalej mój rejon seriami. Nie miałem żądnej łączności z 3 komp. w młynie. Nie miałem rakiet. Znów drugi strzelec został ranny.

Fot. 7. Polscy żołnierze na pozycjach obronnych;

źródło: Internet, strona: https://sites.google.com

 

      W pewnym momencie, stojąc przy murze domu, zobaczyłem przesuwające się sylwetki patrolu niemieckiego po obu stronach szosy. Szarpnąłem leżącego na ziemi celowniczego rkm, st. strz. Witzkego.

      Podniósł się, oparł lufę o płot przy murze i »rąbnął« serię ... prosto w róg domu, z odległości 50 cm !

Oślepiony, wyrwałem mu rkm i zacząłem prowadzić ogień. Niemcy otwarli ogień z broni ręcznej i maszynowej, a potem uciekli do tyłu wzdłuż spalonych zagród (...)..

 

     Ciąg dalszy nastąpi … .

 

                                                                       Grzegorz Kłos

 

 

Materiały źródłowe:

1) W. Tym, A. Rzepniewski, „Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1979,

2) W. Tym, A. Rzepniewski, „Kępa Oksywska 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1985,

3) Grzegorz Kłos, „Porucznik Jan Penconek obrońca Oksywia 1939 r.” (cz. VI), Internet, portal „Cyfrowe Archiwum Wilanowa i Okolic”, strona: cawio.pl.

 

 

POWRÓT