Patron honorowy

Porucznik Jan Penconek
obrońca Oksywia 1939 r.
cz. XI
12 września 2018

      Drugim co do wielkości wzniesieniem (po wzgórzu 72,9) górującym nad Kępą Oksywską, jest wzgórze 66,4, nazywane w niemieckich wspomnieniach z czasów II Wojny Światowej „Totenberg”, czyli „Góra Śmierci”, a u nas znane jako Dębowa Góra.

      Wzgórze 72,9, o które w dniu 13 września 1939 roku Polacy toczyli zacięty bój, leży około 1200 metrów od „Góry Śmierci”, pomiędzy wsiami Kazimierz i Dębogórze. O te miejscowości i te dwa wzgórza toczyły się desperackie boje.

Fot. 1. Kępa Oksywska na przedwojennej mapie wojskowej -

widoczne m.in.: wzgórza 66,4 („Góra Śmierci”) i 72,9 oraz miejscowości: Dębogórze, Suchy Dwór, Kazimierz i Kosakowo;

Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1938; skala: 1:100000

źródło: Internet - strona: http://maps.mapywig.org

 

      Jest trzynastego września 1939 roku, pomiędzy godziną dwunastą a trzynastą w południe.

      Po zdobyciu wzgórza 72,9 druga kompania porucznika Penconka i trzecia kompania podporucznika Olkiewicza poszły dalej i wyszły się aż na północne rubieże lasu na wschód od Kazimierza.

Fot. 2. Jan Penconek w mundurze wojskowym (data zdjęcia nieznana);

źródło: Szkoła Podstawowa im. por. Jana Penconka w Gowinie

 

      Kompanie te zdolne były do przedarcia się przez niemieckie siły w lesie, ale nie były zdolne do oczyszczenia z nich lasu na jego północnym skraju, ponieważ liczyły już zaledwie po 50-60 strzelców.

 

      W drodze powrotnej musiały znowu przebijać się, atakując Niemców od tyłu.

      Wtedy to porucznik Jan Penconek żegna się z podporucznikiem Alfonsem Olkiewiczem – obaj idąc na czele swoich kompanii rozdzielają się żeby sprawniej wyjść z grożącego im niemieckiego okrążenia.

Fot. 3. „Jan Penconek w czasie defilady w Wejherowie (?) na czele kompanii”; 

ujęcie wykadrowane z fotografii przekazanej przez Muzeum Marynarki

Wojennej w Gdyni; zdjęcie pochodzi od siostry Jana Penconka

(doręczone w kwietniu 1965 r.  przez P. Lichodziejewskiego); data fot.: brak

 

      Wtem oddział porucznika Penconka atakują Niemcy – obydwie strony są blisko od siebie. Wywiązuje się strzelanina z broni maszynowej, ktoś rzuca granaty. Wymiana ognia jest gwałtowna i przybiera na sile.

 

      Okazuje się, że drogę wycofującemu się porucznikowi Janowi Penconkowi (lat 26) zastępuje niemiecki major Heinrich von Diest (lat 50), idący z karabinem w ręku na czele żołnierzy z III Batalionu 322 Pułku Piechoty.

      To wszystko dzieje się gdzieś w rejonie wzgórza 66,4.

Fot. 4. Leutnant Heinrich von Dieste (ur. 17.02.1889-zm. 13.IX.1939); 

data fot.: 1914-1918; źródło: niem. „Geschichte der Familie von Dieste”

(pol. „Historia rodziny Dieste”), autor: Walther von Dieste, 1926; 

źródło: Digitale Bibliothek Mecklenburg-Vorpommern;

red. CAWIO: zdjęcie przedstawia porucznika Heinricha von Diest

(późniejszego majora) w szeregach 1. Garde-Ulanen-Regiment

(pol.: 1. Pułk Ułanów Gwardii)

 

      Diest dzień wcześniej wdarł się ze swoim wojskiem na Kępę Oksywską w Kazimierzu i teraz nie chce ze „Wzgórza Śmierci” rezygnować. – Od świtu 13 września toczy zaciekłe walki z polskim wojskiem, szturmującym teren Kępy na zachód od Dębogórza.

      Major Diest jako pierwszy wkracza na stracony uprzednio cypel – północno-zachodni występ Kępy Oksywskiej, czyli „Górę Śmierci”.

 

      Wszystko przebiega błyskawicznie. Heinrich von Diest kroczy wyprostowany na czele batalionu w pierwszej linii i strzela raz po raz z wolnej ręki, co i rusz zatrzymując się. Słynie z tego, że jest dobrym strzelcem. Najczęściej po każdym z tych strzałów gdzieś daleko jakiś polski żołnierz wyrzuca ramiona w górę i bezgłośnie osuwa się na ziemię.

 

      Najbardziej znana wersja mówi o stoczonym wówczas nietypowym pojedynku pomiędzy nim a porucznikiem Penconkiem. – Po wzajemnym zauważeniu oficerowie zatrzymują się.

      Porucznik Jan Penconek i major Heinrich von Diest stoją twarzą w twarz w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów z gotowymi do strzału karabinami maszynowymi, mierzą z nich do siebie, i bacznie wzajemnie się obserwują.

      Za nimi pozycje zajęli polscy i niemieccy żołnierze, którzy im towarzyszą.

Fot. 5. Polskie Wybrzeże, wrzesień 1939 r. - niemieccy żołnierze (esesmani

z jednostki „Heimwehr Danzig”) na punkcie obserwacyjnym

na wydmach leśnych. Jeden z żołnierzy klęczy z pistoletem maszynowym.

Widoczny oficer w skórzanym płaszczu i z opaską ze swastyką

na ramieniu obserwuje teren przez lornetkę;

autor: Bergemann Gunther; zespół: Wydawnictwo Prasowe

Kraków-Warszawa; źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe -

Internet, strona: https://audiovis.nac.gov.pl, sygn. 2-28;

red. CAWIO: oddział Waffen SS „Heimwehr Danzig” poniósł dotkliwe straty

w walkach o Kępę Oksywską w dniu 12.09.1939 r. 

z 2. Kompanią 1 Morskiego Pułku Strzelców

dowodzoną przez porucznika Jana Penconka; po walkach tego dnia

ww. niemiecka jednostka została wycofana z Kępy Oksywskiej

 

      Diest strzela pierwszy, ale chybia. Drugi strzela porucznik Penconek. – Strzał Polaka jest celny. Major Diest upada.

      Podwładni majora Diesta, wbrew staremu zwyczajowi rycerskiemu, nie uszanowali honorowego pojedynku dwojga przeciwników. – Nagle z boku w kierunku Jana Penconka z broni maszynowej mierzy żołnierz Diesta. Rozlega się seria z automatu – w kierunku Janka sypie się grad pocisków. Dosięga go kilka kul.

 

      Porucznik Penconek zatacza się, rozkładając ręce, i upada bezwładnie na ziemię. Umiera na miejscu.

 

      Diest nie ginie od razu. Otrzymany postrzał w ramię i szyję powoduje, że dość szybko wykrwawia się. Niemiec, ewakuowany przez sanitariusza, wydaje ostatnie rozkazy i umiera.

 

      Pojedynek przechodzi do legendy i staje się najbardziej znaną wersją ostatnich chwil życia porucznika Jana Penconka, potwierdzaną w wielu źródłach, zarówno polskich, jak i niemieckich.

 

      Jednak to nie jedyna wersja wydarzeń. – Według innych porucznik Jan Penconek został śmiertelnie ranny 13 września 1939 roku w lesie na północny-wschód od leśniczówki Dębogórze w starciu z Niemcami, podczas odwrotu 2. Kompanii 1 Morskiego Pułku Strzelców do Dębogórza.

      Później miał umrzeć w jakimś jarze leśnym z głową na kolanach kaprala Leona Miśkowa, który chciał udzielić mu pomocy.

 

      Kolejna wersja mówi, że porucznik Jan Penconek został zabity w lesie koło Dębogórza serią z pistoletu maszynowego, wystrzeloną przez niemieckiego podoficera, przy czym pociski miały rzekomo przestrzelić mu szyję.

 

      Wreszcie inna historia głosi, że porucznik Jan Penconek poległ tego dnia podczas wymiany ognia z hitlerowcami w rejonie leśniczówki Dębogórze.

      Porucznik Penconek miał razem z innymi żołnierzami strzelać z karabinu maszynowego i w pewnym momencie znajdujący się w pobliżu niego kapral Józef Lubecki spostrzegł, że głowa oficera opadła na kolbę. Kiedy go odwrócono już nie żył.

 

      Są jeszcze inne wersje, a każda w większym lub mniejszym stopniu wydaje się prawdopodobna.

 

      Niemniej jednak podpułkownik Kazimierz Pruszkowski, dowódca 1 Morskiego Pułku Strzelców, zaświadczył po wojnie, że posiada relację podchorążego 2. Kompanii o spotkaniu porucznika Jana Penconka z niemieckim oficerem.

 

      Koledzy Janka kilkadziesiąt lat po wojnie napiszą w jego biografii: „w tej leśnej walce poległ porucznik Jan Penconek, poległ bohater 1 Morskiego Pułku Strzelców – a więc Krzyż brzozowy”.

 

      Po zakończeniu wojny do Komisji Odznaczeniowej przy Oddziale Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD) w Gdyni wpłynął wniosek o pośmiertne nadanie porucznikowi Penconkowi krzyża Virtuti Militari.

      Na posiedzeniu Komisji dla uzasadnienia wniosku odczytano opinię podpisaną przez dowódcę 1 Morskiego Pułku Strzelców, podpułkownika Pruszkowskiego, która brzmiała: „Bohater pułku. Jako przykład – w ciężkiej sytuacji pod Sobieszynem dostał zadanie w razie załamania się kompanii czwartej wstrzymać Niemców na polanie Biała do czasu użycia odwodu. Poszedł z kompanią do uderzenia na batalion 1 pułku Osterreich’a, natarcie zatrzymał, mimo rany w głowę zdążył wysłać meldunek. Wyniesiony przez żołnierzy odmówił pójścia do szpitala oświadczając: „albo Virtuti albo drewniany” ! Po utracie przytomności – odesłany do szpitala – uciekł.

Fot. 6. Oksywie, wrzesień 1939 r. - groby polskich żołnierzy broniących

Kępy Oksywskiej; w oddali widać Port Wojenny w Gdyni; z archiwum

T. Wiśniewskiego; źródło: Internet - portal Interia Nowa Historia,

strona: https://nowahistoria.interia.pl

 

Objął ponownie dowództwo kompanii. Pod Dębogórzem i Kazimierzem poszedł na czele plutonu odwodowego w pomoc kompanii 3. W czasie uderzenia wdał się w pojedynek z majorem niemieckim, którego położył trupem. Zabity serią z lekkiego karabinu maszynowego, pogrzebany przez Niemców we wspólnym dole nie dostał nawet drewnianego krzyża”.

 

 

                                                                         Grzegorz Kłos

 

 

Materiały źródłowe:

1) Biografia /zarys/ porucznika Jana Penconka dowódcy 2-giej kompanii strzeleckiej 1 MORSKIEGO PUŁKU STRZELCÓW W WEJHEROWIE”, opracowali b.oficerowie 1 MPS i uczestnicy walk w obronie polskiego wybrzeża w 1939 r.: płk w st. spocz. Alfons Olkiewicz, por. w st. spocz. mgr Paweł Szefka, por. w st. spocz. Andrzej Chudy,

2) W. Tym, A. Rzepniewski, „Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1979,

3) W. Tym, A. Rzepniewski, „Kępa Oksywska 1939. Relacje uczestników walk lądowych”, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1985,

4) E. Kosiarz, „Obrona Kępy Oksywskiej 1939”, Wydawnictwo „Książka i Wiedza”, Warszawa 1984,

5) G. Piwnicki, B. Zalewski, „Polski wrzesień 1939 w Gdyni”, Wyższa Szkoła Komunikacji Społecznej w Gdyni, Gdynia 2009,

6) S. Strumph Wojtkiewicz, „Alarm dla Gdyni”, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1975, wydanie I,

7) Portal historyczny Axis History, strona: https://forum.axishistory.com,

8) mjr rez. J. Jarzębowski, „Redłowo - mogiła 505”, „Dziennik Bałtycki”, nr 209 z 3 września 1964 r.

 

 

 

 

POWRÓT